poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Rozdział 4.

Mi się chyba naprawdę bardzo nudzi xD



Czemu znowu słyszę ten dźwięk? Czy nie mógłby chodź raz się uciszyć i dać mi spokój? Jakby to powiedział Shikamaru: Jakie to uciążliwe.
Wygrzebałam spod poduszki telefon i wyłączyłam budzik, który dzwonił już chyba setny raz. Wciąż z piaskiem na powiekach spojrzałam na wyświetlacz, gdzie na niebiesko połyskiwały liczby wskazujące godzinę. Było już po siódmej, więc została mi niecała godzina, żeby przygotować się do szkoły i do niej dojść.
– Cholera! – syknęłam i zerwałam się z łóżka.
Poranna toaleta, ubranie się w szkolne wdzianko, wysuszenie włosów i ułożenie ich odpowiednio zajęło mi mniej czasu niż myślałam, więc kiedy zeszłam na dół zastałam tam tylko ciocię Mikoto krzątającą się po kuchni.
– Yuki – powiedziała zaskoczona, kiedy mnie zobaczyła. – Co tak wcześnie na nogach? Zwykle wychodzisz z pokoju za dwadzieścia ósma.
Taa, dobrze że nie wie jak rano przeklinam, kiedy mogę się spóźnić do szkoły.
– Pomyślałam, że dziś wstanę wcześniej, żeby przywitać Oni-chan na śniadaniu – powiedziałam słodkim głosem, uśmiechając się jak księżniczki z Princess Princess.
– Zwykle to Sasuke cię wita – powiedziała.
Nawet nie wiesz jak mnie to wkurza kobieto. A jeszcze mu nie przebaczyłam po tym co zrobił wczoraj z Naruto i Kibą w windzie, i że doprowadził mnie przed hotelem do płaczu.
– Myślę, że nie powinno tak być – powiedziałam siadając w pozycji seiza przy typowym japońskim stole, jaki mieliśmy w kuchni. – W końcu jestem młodsza i powinnam być dobrą siostrzyczką.
Tu chodzi o rywalizację. Kto pierwszy ten lepszy. A ja lubię dużo jeść i nie znoszę przychodzić po Sasuke, bo jak zwykle skubnie mi ulubione smakołyki, pedał jeden. Tylko jest jeden problem…
– Zaczekajmy, aż Fugaku i Sasuke przyjdą, dobrze?
Znów użyłam na niej uśmiechu księżniczki, ale kiedy się odwróciła mina zmieniła się z promiennej na rozdrażnioną.
W brzuchu mi burczy, a ona co sobie odwala? Nigdy nie poda mi jeść dopóki mężczyźni nie przyjdą, ale jak oni są w kuchni pierwsi to na mnie nie zaczeka, menda jedna.
Na szczęście wujek przyszedł przed EMO głupolem i ciotka podała śniadanie.
– Dzień dobry Yuki – przywitał się siadając przy stole i poczochrał moją grzywkę.
– Witam wujaszku.
Nachylił się do mnie, więc jak co rano pocałowałam jego policzek.
Każde z nas coś przed nimi ukrywa. Ja pociąg do mroku i tym podobne, ale nie zjadam kotów, aż tak porąbana nie jestem. Ofiar ze zwierząt i ludzi też nie składam, żeby nie było. Jestem takim trochę Gotem, ale nie zawsze. Czasami trochę punku, po wojskowemu, rockowo lub jak metal. To zależy od dnia, kaprysu i samopoczucia.
Sasuke gra przykładnego dobrego synka, który kocha swoją małą siostrzyczkę(jak to ciągle mówi) i grzecznie wypełnia polecenia rodziców. Chociaż czasami wątpię, aby to była gra. No ale swoją prawdziwą twarz ukrywa pod tą życzliwą maską. Jest Emo, ale się nie przyznaje i ciągle obrywam jak go tak głośno nazywam. Jedyne co mi się w tym u niego podoba to to, że nie robi sobie makijażu i nie jest tak porypany, żeby się ciąć (chyba) i ma fajny czarnofioletowy sweter  w poziome paski, taki Emosiowy, który zresztą ja mu kupiłam, ale o dziwo spodobał mu się i lubi go nosić.
Mikoto i Fugaku nie pochwalają pociągu Itachiego do głośnej muzyki rock i metal, dlatego ja i Sasuke ukrywamy co słuchamy, ale mimo to Itachi ciągle tego słucha. Jedyne czego nie chce im powiedzieć to to, że gra na gitarze elektrycznej w zespole Akatsuki i że w ogóle ma zespół, bo jakby rodzice się dowiedzieli to myślę, że by go zabili. Co prawda jest już dorosły i niedługo będzie miał dwudzieste drugie urodziny, ale rodzice to rodzice, zawsze chcą rządzić swoimi dziećmi.
Gdy tylko wujek usiadł, ciocia podała nam między innymi Melon Pan i pikantny ryż.
– Dzień dobry – usłyszałam za plecami głos Sasuke. – Jak tam poranek?
Odwróciłam się w jego stronę z uśmiechem.
Zamrugał zaskoczony.
– Witaj Yuki. – Nachylił się nade mną i pocałował czubek mojej głowy.
Zaśmiała się cicho, bo wiedziałam, że wkurzył się, że już tu jestem.
Wewnątrz mnie furia mieszała się z upokorzeniem. Przypomniało mi się, jak wczoraj się do mnie z Naruto przytulali. Jak mówiłam, Kibie wybaczę, ale on? I Naruto?
Naślę na nich Umę. Powiem jej, że do nieprzytomności pobili Gaarę, a on jest dla niej jak Yukiteru dla Yuno z Mirai Nikki. Byłoby fajnie.
– Ohayo, Oni-chan – przywitałam się radośnie.
Właśnie zaczynałam jeść ostatnią Melon Pan, kiedy usiadł przy stole obok mnie.
– Yuki? – zaczęła Mikoto.
– Tak? – zapytałam, odwracając się do niej.
– Chcesz do szkoły Onigiri, czy ryż?
– Hmm. – W sumie to nie wiem. – Ryż zjem tutaj. Onigiri będzie lepsze. I wezmę jedną Melon Pan, są jeszcze?
Uśmiechnęła się i skinęła głową, po czy wróciła do przygotowywania dla mnie i Sasuke Obento.
Kiedy się odwróciłam, żeby ugryźć dopiero zaczętą bułkę, zauważyłam, że sporej części brakuje, albo nawet prawie całej. Został tylko mały fragment, który ciągle trzymałam w dłoni.
Wujek czytał gazetę, więc to nie mógł być on, ale tak w ogóle to by tego nie zrobił, bo ich nie lubi. Spojrzałam na Sasuke. Głupkowato się uśmiechał i nie patrzył w moją stronę. Szturchnęłam go, więc łokciem, żeby się odwrócił, a ja zgromiłam go wzrokiem. Normalnie, gdyby wujostwa nie było w domu to bym się z nim pobiła, ale teraz…
Oddałam mu resztę Melon Pan i zabrałam się za miseczkę ryżu, którą podała mi Mikoto, starając się nie dać po sobie poznać, że wciąż jestem wściekła za windę.
– Ciociu, wezmę jednak dwie Melon Pan.
– Ja też, Oka-sama – wtrącił Sasuke.
– Dobrze.
Po śniadaniu i spakowaniu Bento wyszliśmy z domu.
– Do zobaczenia po szkole, kochani! – zawołała za nami Mikoto stojąc w drzwiach frontowych, kiedy my szliśmy w stronę chodnika i pomachała do nas. Odmachałam jej i ruszyliśmy.
W naszej szkole jak w każdym liceum w Japonii nosiło się mundurki. Jako letni mundurek miałam czarną plisowaną spódniczkę (pierwotnie sięgała przed kolano, ale skróciłam ją do połowy uda) z cienkim fioletowym paskiem wokół, kilka centymetrów nad jej dolą krawędzią (doszyłam go, po tym jak skróciłam spódniczkę), białą koszulę z czarnym żeglarskim kołnierzem z dwoma fioletowymi paskami biegnącymi wzdłuż jego krawędzi i z krótkim rękawem, na których wyszyto znak szkoły, czyli mały listek, czarne za kolanówki i czarny krawat z fioletowymi paskami u dołu układającymi się w literę ‘V’.
Sasuke miał czarne długie spodnie, białą koszulę podobną do mojej, ale oczywiście bez kołnierza i taki sam jak ja krawat. Niektórzy chłopcy w ogóle nie nosili krawatów, albo zdejmowali je w szkole, tak jak to robi Sasuke. Zwykle ma go luźno zawiązanego, więc równie dobrze może go wcale nie nosić, ale wtedy wygląda tak fajnie.
Eeee…?
O czym ja myślę? Przecież to mój kuzyn! I na dodatek zbok z windy.
Co z tego, że jego rodzice chcą mnie z nim hajtnąć…
-,-
Muszę sobie znaleźć chłopaka…
Kurde, ale po co mi jakiś przydupas pantoflarz? Bo ze mną to inaczej się nie da…
Znowu gadam bzdury.
– Jak myślisz, znowu spóźnimy się przez Naruto? – zapytałam, kiedy szliśmy naszą ulicą w stronę domu Namikaze.
Ich dom nie był zwyczajny jak inne w tej okolicy. Był to niski, ale położony na dużej powierzchni dwupoziomowy ‘szklany’ dom. Sam Minato go zaprojektował i razem ze swoją żoną Kushiną umeblowali go według własnych upodobań. W ogrodzie za domem mają nawet podgrzewany basen, w którym mimo, że na powietrzu można się kąpać cały rok.
W sumie nasz też nie był taki jak inne. Nie teraz, bo z początku tak, ale z pomocą Namikaze, Fugaku i Mikoto przebudowali trochę front i dzięki temu mam duży balkon, a na płaskim dachu mamy ogród kwiatowy, gdzie często robimy grilla i tym podobne imprezki rodzinne.
– Przecież wiesz, że w piątki potrafi się spóźnić tak bardzo, że przyjdzie na trzecią lekcję.
– Racja – przyznałam i zdjęłam z głowy opaskę z kwiatkiem, którą założyłam w domu i związałam włosy w niedbały warkocz za prawym uchem.
– Jak zwykle – prychnął. – Przecież wiesz jakie mają zdanie o takich jak ja. Pewnie wyrzuciliby mnie z domu jakby się dowiedzieli…
– Takich jak my – poprawił mnie. – Itachiego jeszcze nie wyrzucili.
– Bo przy nich słucha tylko muzyki – stwierdziłam. – Zwykle zachowuje się odpowiednio do wyobrażeń waszych rodziców o nas.
– Taa. Sądzę jednak, że gdybyśmy wszyscy pokazali im jacy jesteśmy to spaliliby dom, kiedy byśmy w nim wszyscy spali.
Zaczęliśmy się śmiać, chociaż oboje wiedzieliśmy, że nie ma się z czego śmiać.
Tak w ogóle, to czemu ja z nim gadam, skoro nawet mnie nie przeprosił?
– Yuki – zaczął po chwili milczenia. – Wiem, że to co wczoraj zrobiliśmy było upokarzające i złe i wiem, że zasłużyłem sobie na tamten policzek, ale chcę cię przeprosić z dwuch powodów. – Czyżby Sasuke się denerwował? – Przepraszam za to wszystko co wczoraj zrobiliśmy i za to, że tak późno przepraszam.
Taa, moje życzenie się spełniło, żebym mogła gadać z tym patafianem. Nie no, spoko…
Mówiłam już, że nie potrafię się długo gniewać? Jak nie to właśnie mówię.
– Ale o co ci chodzi? – zapytałam spoglądając na niego.
– Jesteś wspaniała – zawołał. – Słyszycie ludzie!? Moja Yuki jest wspania… – Uderzyłam go w plecy, między łopatkami, bo do głowy ledwo sięgałam. – ła – zakończył. – Dobra już się nie drę.
W pobliżu i tak nie było nikogo.
Gdy dotarliśmy przed dom Naruto chwilę tam staliśmy, ale że chłopak nie wychodził do nas i nie odbierał telefonu to podeszłam do drzwi, ale zanim zdążyłam choćby zapukać, drzwi otworzyły się na rozcież i wypadł z nich blondyn z niezapiętą i zwieszającą się z jednego ramienia koszulą od mundurka, tostem w buzi i latającą gdzieś za nim torbą, z której wysypywały się różne papiery i ołówki.
Pisnęłam, kiedy Naruto na mnie wpadł i wylądował twarzą perfidnie w…
– Naruto, nie wiedziałem, że aż tak kręci cię biust mojej Imooto-chan – powiedział Sasuke pomagając mi wstać.
– Przepraszam Yu… – zaczął blondyn, ale nie dokończył, bo Sasuke wymierzył mu prawy sierpowy.
– Sasuke ty baranie! – wrzasnęłam i złapałam twarz Naruto w dłonie. – Wszystko w porządku, Naruto? – zapytałam go kiedy spojrzał mi w twarz.
On tylko się zaśmiał.
– Nie takie coś się przeżywało – powiedział i spojrzał naburmuszony na mojego kuzyna. – A od niego zawsze obrywam jak cię dotknę – prychnął.
– Wiem.
Zgromiłam Sasuke wzrokiem.
– Zawsze ja obrywam – jęknął ciemnowłosy i zrobił minę jak typowy Emoś.
Założyłam Naruto koszulę na ramię i zapięłam jej guziki tak, aby nie zasłonić jego naszyjnika z niebieskim kryształem, po czym zaczęliśmy zbierać jego rzeczy, które wyleciały z torby. Sasuke tylko stał, udając że nie widzi co robimy, żeby nam nie pomagać.
Dlaczego ja to robię? Przecież, to że wybaczyła Sasuke, nie oznacza, że jemu też, no ale to co przed chwilą zrobiłam z tą koszulą, dla mnie i Naruto jest normą, bo zwykle poprawiam mu guziki, gdy są źle zapięte. Nikt kto nas zna – mam tu na myśli dziewczyny – nie traktuje tego jako dziwne i nie mówi, że jesteśmy parą, bo nasza relacja jest raczej jak ta między mną a Sasuke, czy Itachim, czyli po prostu jak rodzeństwo.
W końcu ruszyliśmy w stronę szkoły.
– Yuki. Wiem, że baran ze mnie i w ogóle… Przepraszam za wczoraj i w ogóle za wszystko.
– Nie ma sprawy – powiedziałam z uśmiechem.
– A jemu to od razu wybaczy…
– Naruto oberwał mocniej niż ty, czy Kiba, kiedy wychodziłam z windy, nieprawdaż?
– Nevermind.
– Czemu tak szybko wybiegłeś z domu? – zapytałam Naruto.
– Bo rodziców dziś nie ma, a… – zamilkł. – A inni śpią.
Przyspieszył kroku.
– Chodzi ci o Kuramę? – zapytałam doganiając go i Sasuke, bo nie mam takich długich nóg jak oni dwaj. – Zwolnijcie, przecież mamy jeszcze dużo czasu.
– Taa, o niego.
Zwolnili.
– Twój lis cię budzi? – zapytała Sasuke i wybiegł do przodu po czym zaczął iść tyłem.
– No i co z tego? – zapytał blondyn i poprawił pasek torby na ramieniu.
– Pewnie jest to namiętny pocałunek. Och Kuramo, jesteś taki rudy i masz taki owłosiony łeb. Daj pyska. – Mówiąc to udał, że trzyma lisa na rękach i się z nim całuje wystawiając język.
– Sasuke! – wrzasnęłam i rzuciłam w niego moją torbą. – Twoje żarty ostatnio nie są śmieszne.
– Auu – jęknął pocierając czoło. – Pfft!
– Masz szczęście, że ją złapałeś – prychnęłam, po czym wyrwałam mu moją torbę i ruszyłam przed siebie.
– Yuki, do szkoły w drugą stronę! – zawołali za mną, kiedy na skrzyżowaniu zaczynałam wchodzić na nie te pasy co trzeba.
Zatrzymałam się i zawróciłam, wciąż z zaciętą miną na twarzy.
Gdy dotarliśmy do szkoły, przy bramie przywitali nas Kotetsu i Izumo. Strażnicy bramy, którzy zawsze śpią i nigdy nas nie przeszukują, mimo że powinni.
Część paczki czekała na nas na dziedzińcu przed szkołą. Kiba i Choji znudzeni siedzieli na schodach prowadzących do szkoły najwyżej ze wszystkich i wcinali chipsy. Shikamaru sprzeczał się o coś z Saiem stojąc przed całą tą bandą, tyłem do nas. A Gaara, Onri(postać dodana, jeśli czytało się Josei Shujinko to wiadomo kto to dop. Aut.), Neji i Lee siedzieli na schodach poniżej Kiby i Chojiego i przypatrywali się Shikamaru i Saiowi, śmiejąc się przy tym.
Kiedy znaleźliśmy się w zasięgu ich wzroku, przyłożyłam palec wskazujący do ust, po czym wskoczyłam Saiowi na plecy.
– Sai koteczku, czemu siedzisz tu z nimi, a nie ze mną, co? – zapytałam słodko, używając mojego głosu, który zwykle używam przy Mikoto i Fugaku. Słuchając Ino nauczyłam się tak wysokich słodkich dźwięków.
– I-ino? – zająkał się.
Wszyscy chłopcy wybuchnęli śmiechem, bo Sai zawsze spokojny i mówiący głupie żarty odnośnie Naruto, przy Ino zmienia się diametralnie.
– To tylko ja, głupku – prychnęłam już swoim naturalnym głosem i zeskoczyłam na ziemię.
– Yuki – powiedział jak do małego dziecka, które zrobiło coś nie tak i trzeba mu wytłumaczyć  jak to coś zrobić, po czym poczochrał moją grzywkę.
Nie wiem czemu, ale każdy z nich , zwykle gdy zrobię coś nie tak, uśmiecha się do mnie pobłażliwie i czochra mi grzywkę. Tak myślę, że to taki opiekuńczy gest.
– Czas się zbierać! – zawołał Kiba i wstał, po czym się przeciągnął.
– Głupek, nawet nie przeprosi – mruknęłam patrząc na oddalającego się Kibę.
Wszyscy zgodnie westchnęliśmy i ruszyliśmy po schodach do budynku.
Na rozwidleniu korytarzy, z których jeden prowadził do klas trzecioklasistów i młodszych, a drugi do klas wyższych rozdzieliliśmy się z Nejim i Lee i ruszyliśmy w stronę naszej klasy.
Do pomieszczenia weszliśmy tylnym wejściem. Ino, Sakura i Hinata już siedziały w kącie klasy, tam gdzie zwykle i plotkowały na różne durne tematy, też tak jak zwykle.
Myślę, że jestem w naszej paczce nie dlatego, że one w niej są i nie dlatego, że Sasuke w niej jest. Jestem tu, ponieważ jestem fajnym kolegom, jak Kiba kiedyś powiedział. Nie gadam z dziewczynami o ty o czym zwykle gadają dziewczyny. No nie zawsze. Zwykle gadam z chłopakami o grach, czy nowych filmach akcji. Razem gramy na konsoli, czy na komputerze, albo w ogrodzie, któregoś z naszych domów urządzamy sobie mecze piłki nożnej, lub siatkówki.
– Cześć! – zawołałam dosłownie wskakując na siedzenie w ławce, tuż za nimi.
Wszystkie pisnęły z przerażenia.
– Yuki! – wrzasnęła Sakura. – Mogłabyś w końcu przestać!?
– Nie – prychnęłam.
– Zachowujesz się jak małe dziecko, któremu ciągle trzeba coś tłumaczyć, bo nigdy nie zrozumie! – wrzasnęła, zrywając się na równe nogi.
Przyznam, że mnie zamurowało.
– Haruno Sakura – powiedział Sasuke zimnym tonem, który miał zarezerwowany specjalnie dla powalonej wiśni. Podszedł właśnie do nas i położył dłoń na moim ramieniu. – Mogłabyś się tak nie zwracać do mojej Yuki? – zapytał. Niby uprzejmie, ale jednak kryła się za tym groźba. Jego oczy ciskały w dziewczynę gromy.
– Sa-sasuke – powiedziała trochę przerażona.
– On sobie jaja robi, Wisienko – prychnęłam i usiadłam wyżej na ławce i zarzuciłam Sasuke rękę na ramiona, po czym on mnie przytulił.
– Nie nazywaj mnie Wisienką – burknęła różowowłosa i usiadła.
Popatrzyliśmy po sobie z Sasuke, po czym wszyscy, którzy się przysłuchiwali, ja, Sasuke i Sakura też wybuchnęliśmy śmiechem.
– Sasuke, można powiedzieć, że ty jesteś rycerzem w lśniącej zbroi i na białym rumaku – powiedział Naruto. – Zawsze atakujesz każdego kto zaatakuje Yuki. Tylko musiał byś przefarbować się na blond i zacząć się uśmiechać, bo inaczej królewny zaczną uciekać.
– Naruto, bo jak cie…
Naruto pasuje swojemu opisowi księcia, dla mnie. Kyyya!!!
O czym ja do cholery myślę -_-?
Sasuke puścił mnie i ruszył biegiem za blondynem. Dopadł go na przedzie klasy i zamknął jego szyję i jedno ramię w miażdżącym uścisku. Rozdzieliła ich dopiero Yuhi Sensei, która właśnie weszła do klasy.
– Sasuke, przestań znów molestować Naruto. Karin nie obmacuj się z Suigetsu. Yuki usiądź w ławce jak człowiek. Sakura zmień minę, bo aż strach na ciebie patrzeć. A ty Kiba, przestań w końcu przyprowadzać Akamaru do szkoły, bo pokój nauczycielski nie jest dobrym miejscem dla psa, na dodatek tak ogromnego jak on.
– Akamaru tu jest!? – zawołał przerażony Kiba.
– To nie ty go przyprowadziłeś? – zdziwiła się nauczycielka.
– Znowu przylazł za mną, głupek jeden! – zawołał Inuzuka wybiegając z klasy. – Nie wiem kiedy wrócę!
Zostawił swoje rzeczy, więc pewne jest, że wróci.
Kurenai patrzyła przez chwilę na przednie drzwi klasy, za którymi zniknął Kiba, zupełnie oniemiała, ale po chwili otrząsnęła się, machnęła ręką i spojrzała na nas.
– Zdaje mi się, czy tylko Kiba zareagował na to co powiedziałam? – zapytała, zakładając ręce na piersi. – Ruchy, no!
Ja usiadłam w swojej ławce w środkowym rzędzie jak należy, Sasuke po mojej lewej, a Naruto po prawej. Od zawsze tak siedzieliśmy i tak już musi pozostać. Tak jak pusta ławka przede mną.
– Zanim zaczniemy – powiedziała Kurenai, kiedy wszyscy zajęli już swoje miejsca. – Chciałabym wiedzieć, czy zdecydowaliście już co przygotujecie na Jesienny Festiwal  Sztuki? Wylosowaliście bajki i baśnie, tak?
– To Naruto wylosował – burknęła Sakura. – On jak zwykle wszystko spaprze.
– A kto mu kazał losować, co? – zapytała Karin. – Gdybym ja losowała…
Ale i tak nikt jej już nie słuchał.
– O kurde! – wrzasnął Naruto, zrywając się na równe nogi.
Spojrzałam na niego w górę ze zdziwieniem.
– Co ci jest? – zapytał Sasuke.
– Ona mi się wczoraj ukłoniła! – zawołał i palnął się ręką w czoło.
– Ona? – zdziwiłam się. – Naruto o co ci biega?
Blondyn wybiegł na środek klasy.
– Już wiem co możemy zrobić! Yuki pomórz mi.
– Hee? – zdziwiłam się.
– Umiesz się ukłonić jak to się tam tak kiedyś tam tak robiło? Tak ze czterysta lat temu.
– Chodzi ci o dygnięcie? – zdziwiłam się i wstałam z ławki, po czym złapałam brzegi spódniczki i lekko unosząc je dygnęłam.
– O właśnie! – zawołał uderzając pięścią w otwartą dłoń.
Nagle coś do mnie dotarło.
– Naruto jesteś genialny! – zawołałam i podbiegłam do Naruto przed biurko Sensei. – Że też ja na to nie wpadłam!
Naruto uśmiechnął się szeroko z zadowoleniem.
– Oświećcie nas, bo jakoś nie kapuję – jęknął Suigetsu, kładąc się na ławce.
– Może nie jesteśmy zbyt podobni, ale dziewczyny mogą się przebrać za księżniczki, a chłopcy za ich książęta – powiedziałam podekscytowana. – Ale w zasadzie stroje Disneya nie grają roli, bo ja już wymyśliłam jaki może pasować do jakiej postaci i do osób grających je. Będą oczywiście pasowały do naszych czasów, a nie dwudziestego wieku, kiedy to bajki zaczęły powstawać. Karin! – zawołałam wskazując na nią palcem.
– Co? – rozejrzała się po klasie zaskoczona. – Ja? – wskazała na siebie palcem.
– Tak. Możesz być Arielką, bo masz czerwone włosy, ale nie w jej disnejowskim stroju, bo on nie pasuje do ciebie.
– Nie będę paradowała w stroju ryby – ofuknęła się zakładając ręce na piersi.
– Myślę, że fajnie będziesz wyglądała w stroju syreny – powiedział Suigetsu nachylając się w jej stronę, ale Karin jak to ona, wzięła swoją książkę i trzepnęła nią swojego chłopaka po głowie, tak mocno, że zleciał na podłogę.
Wszyscy zaczęliśmy się śmiać.
– A ty Ino… – zaczęłam, ale Kurenai mi przerwała.
– Porozmawiacie na przerwie, a teraz matematyka – powiedziała.
– Hai, Sensei – powiedziałam równo z Naruto, po czym wróciliśmy do swoich ławek.
– Niemniej jedna, cieszę się, że już coś wymyśliliście. Każda inna klasa, którą zapytałam, w ogóle nie wiedziała co powiedzieć. No nic… Wyciągnijcie książki.
Kiba wrócił na drugą lekcję. Jego koszula od mundurka była ubrudzona ziemią na kołnierzyku, tak jak cały lewy policzek i obie ręce.
– Udało mi się go zamknąć w domu – powiedział zadowolony opadając na swoje miejsce.
– Kiba-kun – powiedziała Hinata, siadając na brzegu jego ławki, po czym zaczęła ścierać brud z jego twarzy mokrą chusteczką.
– Dzięki Hinata. – Uśmiechnął się do niej kiedy skończyła. – Zamknąłem go z innymi psami, ale pewnie pod koniec dnia znów tu przylezie. Mama się wkurzy, bo zdemolował mój pokój, salon i kuchnię zanim tu pierwszy raz przyszedł.
– Mówiłem ci, żebyś nie zamykał go w swojej sypialni – powiedział Shikamaru, podnosząc głowę z ławki. – Ale ty jak zwykle wiesz swoje.
– Oj zamknij się Nara i wracaj do tego twojego lasu – warknął Kiba.
Jak wiadomo rodzina Shikamaru jest nadziana, więc wykupili otaczający nasze miasto lasy i zrobili z nich rezerwat dla dzikich zwierząt, ale głównie jeleni. Często chodzimy tam na różne nocne wypady, na których dzieje się wiele dziwnych rzeczy.
Zaczęliśmy się śmiać.
– Kurenai Sensei chwaliła się Iruce Sensei, że wpadliście na  j e j  zajęciach co przygotujecie na Jesienny Festiwal Sztuki – powiedział Kakashi Sensei wchodząc do klasy. – Wasz wychowawca kazał wam przekazać, że się z tego powodu cieszy.
– To ja na to… – zaczął Naruto, odwracając się do nauczyciela.
Wszyscy siedzieliśmy zebraliśmy się wokół ławki Kiby.
– Uzumaki, orient! – wrzasnął Kakashi i rzucił w Naruto piłką do tenisa. Jednak blondyn nie zareagował w porę i oberwał w twarz tak mocno, że poleciał do tyłu na plecy.
Niestety jego głowa wylądowała niebezpiecznie blisko moich nóg.
– Ajajajaj – jęknął, potarł bolące miejsce na czole i otworzył oczy.
– Naruto, czy ty zaglądasz mi pod spódnicę? – zapytałam, zdenerwowana.
– Chyba tak – powiedział spoglądając w górę.
Podniosłam nogę i kopnęłam go w głowę, dla wyrównania, żeby miał drugi symetryczny do pierwszego guz.
– Hmpf! – prychnęłam i wróciłam na swoje miejsce.
Cała klasa się z tego śmiała. Naruto leżał na swojej ławce obolały, a ja starając się nie patrzeć w jego kierunku siedziałam naburmuszona z założonymi na piersi rękoma. Nie mogłam jednak długo wytrzymać.
– Naru – zaczęłam szeptem, bo Kakashi już prowadził lekcję historii.
– Hmm – mruknął. Miał zamknięte oczy i opierał brodę na rękach złożonych na ławce.
– Przepraszam, że cię kopnęłam – szepnęłam. – Ale sam rozumiesz…
–Nie ma sprawy – powiedział podnosząc się do pozycji siedzącej. – Należało mi się, chociaż, gdyby nie ta piłka to…
– To twoje wina! – wrzasnęliśmy oboje zrywając się na równe nogi i wskazując na Hatake. – Jakbyś nie rzucił tej piłki to by nic się nie stało!
Sensei nadal czytał coś w książce. Chyba nawet takiej, która nie jest podręcznikiem szkolnym.
– Hmm? – mruknął po chwili podnosząc głowę i spoglądając na klasę. – Mówiliście coś?
Załamka.
Dosłownie.
Ja i Naruto spuściliśmy ramiona, po czym usiedliśmy z powrotem na swoje krzesła jak przygnębione Emo co to siedzi po naszej lewej.
Mimo to nasze klasowe Emo nie było przygnębione, a uśmiechało się jak wredna sześciolatka.
– Fajnie to wyglądało – mruknął do mnie, ale ja i Naruto zmierzyliśmy go morderczym spojrzeniem, więc już się nie odezwał. Dziwne to było, ponieważ zwykle to on mierzy nas morderczym spojrzeniem, a to my milkniemy.
– Już koniec? – zdziwił się Kakashi, kiedy zabrzmiał dzwonek. – To zróbcie zadania do tematu i będzie dobrze. To pa – zawołał i zniknął z nosem w zielonej książce.
– Do jakiego tematu!? – zawołała Ino, ale Senseia już nie było.
– Jak zwykle – jęknęła Sakura. – Czyta te swoje badziewie i nie robimy tematów, a później sprawdza zadania, mimo że ich tak naprawdę nie powinno być.
Hinata zaśmiała się nerwowo.
– Ja tam się cieszę – powiedział Shikamaru rozpierając się wygodnie na krześle. – Przynajmniej nie przynudza. Historia jest do bani.
– I mówi to największy leń na świecie, który zawsze ma 100% na testach – burknął Choji otwierając paczkę chipsów.
– Ty też nigdy nic na lekcjach nie robisz – odparował Nara.
– Jak to nic. Przecież…
– Jesz – powiedzieliśmy chórem, po czym wybuchliśmy śmiechem.
Zerknęłam na Umę i Gaarę. Ta dwójka rzadko, wstawała ze swoich miejsc na krótkich przerwach. Gaara zwykle wyciągał PSP, a ona nachylając się nad swoim stolikiem patrzyła ponad ramieniem czerwonowłosego co robi. Tym razem też tak było.
– Uma, co robisz? – zapytałam szeptem tuż przy jej uchu, podchodząc do czarnowłosej na palcach.
– Aaaa! – wrzasnęła i podskoczyła. – Yuki! Zwariowałaś!? Chcesz, żebym zawału dostała?
– Hihihih – zaśmiałam się szczerząc zęby w uśmiechu.
– Nic nie robię – burknęła.
Zerknęłam do przodu na Gaarę. Chłopak zatrzymał grę i odwrócił się do nas. Uma spłonęła rumieńcem.
– Chcesz zagrać? – zapytał ją Gaara.
– Nie wiem… – mruknęła.
– Nie wiesz, czy chcesz? – zapytał.
– Nie wiem, czy potrafię – burknęła.
Kiedy oni tak sobie rozmawiali, ja wróciłam na swoje miejsce, bo do klasy właśnie wszedł Asuma Sensei, a razem z nim nieprzyjemny zapach papierosów. Jak zwykle na geografii otwieraliśmy na rozcież okna, żeby ten zapach wywietrzyć.
– Gaara nie podrywaj Umy na Tamagotchi – powiedział Sarutobi na wejściu.
– To jest PSP – powiedział Gaara.
Twarz Umy była tak czerwona jak włosy Gaary.
– Nie ważne. – Machnął ręką. – Naruto stolica Japonii? – zapytał Asuma.
– Kyoto? – zapytał blondyn.
– Ty się pytasz, czy co?
– Nie wiem.
– Czego? Czy się pytasz, czy taka jest stolica?
– Oba?
– Znowu – jęknął Asuma. – Człowieku, stolicą Japonii jest Tokyo.
– Wiedziałem, że Kyoto nie istnieje – powiedział Naruto z zadowoleniem.
– Kyoto to dawna stolica Japonii, kretynie – powiedział Sasuke.
Klasa wybuchła śmiechem. Znowu.
Po geografii, na której Asuma Sensei pytał Naruto o różne geograficzne rzeczy, zresztą jak zwykle, mieliśmy zabrać się do jedzenia, ale Kiba nam przerwał.
– Umówiliśmy się z pozostałymi na dachu – powiedział przeciągając się. Wziął swój plecak i wstał z ławki.
Idąc za jego przykładem wzięliśmy swoje torby i plecaki i wszyscy wyszliśmy z klasy.
Na dachu nikogo nie było, kiedy tam przyszliśmy. Usiedliśmy w kole przy jednej z barierek i zaczekaliśmy na pozostałych.
Po chwili na dach wbiegł Lee, a za nim Tenten próbując mu wyrwać z rąk swoją torbę. Za nimi przez drzwi przeszedł Neji i usiadł na między Sakurą, a Hinatą, kiedy tamci wciąż bili się o torbę. Na samym końcu przyszła Temari i usiadła obok Shikamaru, po czym dała mu Bento.
Neji w końcu nie mógł wytrzymać i podstawił biegnącemu Lee nogę. Tamten się wywrócił, Tenten wyrwała mu swoją torbę i pokazała mu język.
– Głupek z ciebie, Lee.
– Auuua – mruknął, a z jego oczu popłynęły łzy.
Neji jakby nigdy nic zaczął wyciągać swoje Obento z torby.
Wszyscy wybuchnęli śmiechem.
– Podobno wczoraj odwiedziliście najlepszy apartament w Sunagakure – powiedziała Tenten siadając z nami. – To prawda?
– Skąd o tym wiecie? – zapytał Gaara.
– Cała szkoła o tym gada.
– A skąd cała szkoła to wie? – zapytała Uma.
– A skąd ja to mam wiedzieć? – zapytała i ugryzła kawałek swojej kanapki.
– Jesteśmy dość znani w budzie – powiedział Shikamaru. – Może ktoś nas tam zobaczył.
– Jak tak się zastanowię to jedna z tych babć przed windą była znajoma – powiedział Shino.
Wszyscy na niego spojrzeliśmy, ale on nic już nie powiedział i tylko poprawił okularu.
– No tak! – zawołałam. – Przecież to były babcie Omoiego i Karui!
– I widziały nas w windzie… – zaczął Sasuke.
– O cholera! – zawołał Kiba.
– Teraz wszyscy w szkole myślą, że Yuki jest puszczalska – zaśmiała się Sakura, ale ja i wszyscy, którzy jechali ze mną windą zgromiliśmy ją wzrokiem. – No co?
– A weź się udław tym Onigiri farbowana wiśnio – prychnęłam, ale o dziwo Sakura zaczęła się śmiać.
Spojrzałam na Sasuke, ale po jego minie nie dało się wywnioskować, czy jest to jego sprawka, że Sakura się na mnie nie wkurzyła.
– Masz rację Sakura. Myślą, że jestem puszczalska – westchnęłam.
Różowowłosa spojrzałam na mnie zaskoczona.
– Hej – zawołał Nauto, wyciągając swoje pudełko ze śniadaniem z torby. – Ale my wiemy jak naprawdę było – powiedział.
– Waśnie! – zawołał ktoś.
– Jesteśmy z tobą!
– Niech moc będzie z tobą!
Zrobiło mi się tak bardzo gorąco, ale nie dlatego, że była wysoka temperatura (dużo mniejsza niż wczoraj, na szczęście), a z powodu tych słów i nie na całym ciele, a tylko w jednym miejscu. W środku, niby na środku, ale bardziej po lewej. Przyłożyłam dłoń do serca i otarłam łzę spływającą po policzku.
– Yuki – powiedział ktoś zatroskanym głosem.
– Jak mi ktoś jeszcze raz wspomni wczorajszy wieczór – powiedziałam podnosząc głowę. – To naślę na was Umę!
– Mnie? – zdziwiła się czarnowłosa i poprawiła swoja długą niebieską grzywkę. – A co ja zrobiłam? Czemu mnie?
– Wiesz czemu, Gasai Yuno – powiedziałam.
Uma uśmiechnęła się szeroko, po czym obie zaczęłyśmy się śmiać.
Nagle coś wyleciało w powietrze i opadło na samym środku koła które stworzyliśmy. Przy okazji Naruto, ja i Hinata, które siedziałyśmy najbliżej niego, oberwaliśmy fragmentami szynki i chleba.
– Błee! – pisnęła Hinata i zaczęła otrzepywać jedzenie z włosów. – Co jest?
– Co to miało, za przeproszeniem, kurde być? – zapytałam spokojnie i spojrzałam na Naruto.
Wpatrywał się oniemiały w swoje pudełko na śniadanie, które wciąż trzymał w rękach. Po chwili przeniósł wzrok na to coś co przeleciało nad naszymi głowami. Ja też tam spojrzałam.
Na środku, naprzeciw każdego z nas leżała dość duża i wystarczająco poskręcana sprężyna, żeby wystrzelić w powietrze kanapki, które teraz w kawałkach znajdowały się w większości w Naruto i Hinaty i częściowo moich włosach.
– A to wredna jędza! – wrzasnął. – Znowu żartować zaczyna.
– O kim ty mówisz? – zapytał Neji.
– Eeee. Mama chyba coś pomyliła i mi kawał zrobiła zamiast tacie – wytłumaczył.
Widocznie się denerwował.
– A może Naruto, ma na boku jakąś śliczną żoneczkę, która jest kiepską kucharką i chciała mu zrobić wystrzałowe śniadanie, a nie wie co oznacza to pojęcie, co? – zapytał Lee, a Naruto zdjął ze swojej głowy pozostałości kanapki i rzucił w twarz Rocka Lee.
Wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem.
– Naru – zaczęłam, kiedy już pozbyłam się jedzenie z włosów.
Spojrzał na mnie zamykając sprężynę w pudełku na śniadanie.
– Jeśli chcesz mogę ci oddać Melon Pan – powiedziałam.
– Naprawdę? – Ucieszył się. Jak mowa o jedzeniu to się cieszy, a jak mowa o darmowym jedzeniu to już jest w niebie. – Te które Mikoto-san piecze? – zapytał.
Skinęłam głową i podałam mu jedną z bułek zawiniętych w biały papier.
– Dziękuję. Itadakimasu! – zawołał i zabrał się za jedzenia.
Wiem, że mógłby iść do sklepiku szkolnego i Teuchi-san sprzedałby mu dużą porcję Ramen, ale ja, mimo że poprosiłam o dwa Melon Pan to i tak nie zjadłabym ich dwuch.
Wyciągnęłam moje Obento i zaczęłam jeść małe wyglądające jak pandy Onigiri.
Ze szkoły wróciłam tylko z Sasuke, ponieważ ten pierwszy, kiedy skończyły się lekcje uciekł do centrum miasta. Nie powiedział dlaczego, ale w końcu i tak zniknął tak szybko, że chyba nawet nie słyszał naszych pytań.
Po drodze założyłam opaskę, którą rano zdjęłam i rozpuściłam warkocz.
Gdy weszliśmy do środka, Mikoto i Fugaku szykowali się do wyjścia.
Itachiego chyba nie było.
– Gdzie idziecie? – zapytałam.
Przy drzwiach na schody prowadzące do garażu stały dwie spore walizki.
– Musimy wyjechać w delegację na dwa tygodnie – powiedziała Mikoto. – To bardzo ważne dla szefa. Musimy zawrzeć kilka umów, żeby się bardziej rozwinąć.
– I na to potrzeba wam dwuch tygodni? – zapytał Sasuke zdejmując buty.
– Tak – powiedział Fugaku i zniknął na schodach do garażu.
– Itachi jest? – zapytałam szeptem.
Mikoto skinęła głową i spakowała coś do walizki, po czym zasunęła zamek błyskawiczny.
– A co z jego urodzinami? – szepnęłam. – To za tydzień.
– Zostawiliśmy już dla was pieniądze, żebyście mu coś od siebie kupili, a prezent od nas przywiozą w sobotę, lub w poniedziałek, nie jestem pewna.
– A.
Po dziesięciu minutach chata była już wolna. Po pół godzinie przyszedł Itachi.
Jadłam z Sasuke w kuchni obiad, który zostawiła dla nas Mikoto, kiedy Itachi skradając się dołączył do nas. W dłoniach, niczym miecz trzymał coś małego i szarego.
– Pojechali już? – zapytał szeptem.
Był zgarbiony i chodził trochę jak Gholum.
– Tia – powiedziałam i wypiłam z miseczki napar po Ramen.
– Ouu – mruknął.
Stanął prosto i rozluźnił się, wycelował tym szarym czymś w stronę salonu, po czym uniósł dwa razu brwi. Po chwili z salonu na cały dom rozległa się głośna muzyka. Tym czymś co miał w ręce Itachi był pilot od stereo.
– Imprezkę czas zacząć – powiedział Itachi do pilota niczym do mikrofonu. – Ladies and Gentleman, I’d like to introduce, Mr Uchiha with Mrs Uchiha – wrzasną, ale mimo dudniącego rocka, było go słychać wyraźnie, nawet kiedy w połowie zdania zwiał z kuchni.
Ja i Sasuke spojrzeliśmy po sobie, po czym zerwaliśmy się na równe nogi i ruszyliśmy do salonu. Itachi wlazł na stół i zrzucił z niego kopniakiem szklany wazon Mikoto wypełniony polnymi kwiatami.
Miał bose stopy, a koszulę miał całkiem odpiętą. Zauważyłam w jego drugiej ręce butelkę whisky, ale na kanapie poukładane były już inne trunki, takie na przykład jak sake, piwo, czy inne butelki whisky.
Zabawa do połowy nocy z dwójką z najważniejszych mężczyzn w moim życiu była jednym słowem – zajebista!


~ Yuki

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz