I jeszcze jeden, bo mi się nudzi :P
Pół
godziny później siedzieliśmy wszyscy w przestronnej kuchni i popijaliśmy
herbatkę. No… Tylko ja dostałam ten napój. Reszta ku niesprawiedliwości tego
świata, dostała podgrzewaną Sake. Gdy spytałam się mamy czy też mogę to
stwierdziła że jestem jeszcze za mała by pić z nimi. Świetnie że sobie w końcu
to przypomniała, bądź co bądź jeszcze tydzień temu sama mi proponowała picie
razem z nią. Zapewne chciała się popisać przed bratem jak krótko mnie trzyma.
Niedoczekanie…
– Hana,
cieszysz się że będziesz chodzić tu do szkoły? – zapytała mnie Kushina-sama.
Zapewne chciała mnie wciągnąć do rozmowy, widząc moją ponurą minę. Ale co ja
miałam poradzić, że nie lubię siedzieć w towarzystwie które pije, no chyba że
ja piję z nimi.
–
Jasne. – Posłałam uśmiech w stronę kobiety. – Chyba po raz pierwszy od
dłuższego czasu – zauważyłam pełne ulgi spojrzenie mojej matki. Liczyła że
to powiem, nie dziwię się. – Tym razem będę miała przy sobie kogoś znajomego.
Nie będę zaczynać od zera.
–
Naruto był bardzo podekscytowany twoim przyjazdem. – Minato wypił łyk Sake, krzywiąc
się lekko. Widać było że zmuszał się do picia. Zauważyłam to już na początku.
Mama i ciocia wypiły już co najmniej pięć szklanek, a wujek dopiero zaczynał
drugą. Kobiety chyba tego jeszcze nie zauważyły, gdyż wujek wziął na siebie
obowiązek polewania, więc miał kontrolę. – A gdy dowiedział się że będziesz chodzić razem z nim do
szkoły, to nie mógł usiedzieć w miejscu.
–
Cały Naruto. – Mama odłożyła pustą szklankę na bok i zaczęła powoli wstawać od
stołu. Wychodziło jej to dość opornie, zważywszy na ilość alkoholu wypitą przez
nią dzisiejszego dnia. Dziwię się że jeszcze nie spała pod stołem, w końcu
zawsze miała słabą głowę do picia.
–
Chodź, zaprowadzę cię do twojego pokoju. – W przeciwieństwie do mojej matki,
Kushina nie wykazywała żadnych oznak upojenia alkoholowego. W mgnieniu oka
wstała od stołu i wyszła z salonu, ciągnąc moją mamę za rękaw.
– A
zajdziemy po drodze do łazienki.
– No
jasne.
Westchnęłam,
kręcąc głową.
– No
to zostaliśmy sami – wujek wstał od stołu. Zaczął zbierać puste szklanki, więc
by nie wyjść na niewdzięcznice, pomogłam mu.
Gdy
wsadziłam szklanki do zlewu, wujek rzucił w moją stroną suchą ścierką.
– Ja
zmywam, ty wycierasz.
Uśmiechnęłam
się twierdząco, po czym wzięliśmy się do roboty.
–Cieszę
się że teraz będziemy razem mieszkać – powiedziałam, by zaprzestać ciszy która
zapanowała w pomieszczeniu.
–
Jak to powiadają… W kupie raźniej – zaczął a po chwili razem dokończyliśmy:
– W
kupę nigdy nikt nie wdepnie. – Kuchnia wypełniła się naszym zsynchronizowanym
śmiechem.
Po
chwili się opanowaliśmy, skończyliśmy zmywać, po czym znów usiedliśmy do stołu.
– Nie
mówiłam tego mamie, bo nie chce jej sprawiać problemów. – Chwyciłam kubek dwoma
dłońmi by się ogrzać. – Ale boję się każdej nowej przeprowadzki.
–To
zrozumiałe. – Wujek podniósł na mnie wzrok. – Tylko czemu ukrywasz to przed
swoją mamą?
– Bo
wiem że nawet bez tego czuje się winna. Obarcza się winą za coś na co nie ma
wpływu. Za coś co nie jest zależne od niej. Gdybym powiedziała jej że mam dość
tych ciągłych przeprowadzek, zmieniania szkół, przyjaciół… To za dużo jak dla
niej. Jak dla mnie…
–Wiem
że starasz się nie zadręczać jej swoimi problemami. – Nie wiem kiedy to się stało, ale
wujek siedział już przy mnie i przytulał mnie do siebie, kołysząc nas lekko, w
takt odgłosu tykania wskazówek zegara. – Ale nie sądzisz że było by lepiej dla was obu, gdybyś
powiedziała jej co czujesz.
– Może
i by było, ale...
–
Wszystko po ‘’ale’’ nie ma znaczenia. – Uśmiechnęłam się. Zawsze tak mówił, gdy ja albo Naruto
tłumaczyliśmy się z czegoś jak byliśmy mali.
Zaśmiałam
się cicho. To ten sam wujaszek Minato, którego zapamiętałam zza dawnych lat.
Kochany, trochę wścibski, ale mimo wszystko kochany.
–
Wiesz co?
Minato
spojrzał na mnie.
– To
jest pierwsza przeprowadzka, na wieść której się ucieszyłam.
Wujek
uśmiechnął się promiennie.
–
Bardzo mnie to cieszy.
Odwzajemniłam
uśmiech. Nagle ogarnęło mnie lekkie zmęczenie. Ziewnęłam, przeciągając lekko.
– Chodź
– wujek wstał od stołu, pociągając mnie ze sobą.- Zaprowadzę cię do twojego
pokoju.
– Dziękuję.
Minato
złapał mnie pod ramię i wyszliśmy z salonu. Weszliśmy po krętych schodach na
piętro. Wujek zapalił światło na przedpokoju. Rozejrzałam się wokoło. Po lewej
stronie znajdowały się dwie pary drzwi. Jedne dwuskrzydłowe w kolorze białym,
pokój zapewne należał do wujka i cioci. Na przeciwko znajdowały się
jasnopomarańczowe drzwi, na których wisiała drewniana tabliczka z wyrytym
imieniem ‘Naruto’.
– A
tak w ogóle to gdzie jest Naruto?
– A
żebym to ja wiedział – zaśmiał się – jest zupełnie jak ten jego lis, chadza
własnymi ścieżkami.
–
Lis?
–
Taa. – Podrapał się w tył głowy. – Jakieś trzy lata temu uparł się, że mamy mu
kupić lisa.
– I
mu kupiliście?
– A
mieliśmy inny wybór. – Otworzył drzwi od pokoju znajdującego się zaraz obok
tego należącego do Naruto.
–
Mam nadzieję, że nie będzie problemów między nim a Yuki’m.
–
Nie powinno być żadnych. – Zapalił światło. – Kurama siedzi zamknięty w pokoju
Naruto cały czas, więc twój kot powinien być bezpieczny.
Pokiwałam
głową i rozejrzałam się po pokoju.
Był
znacznie większy niż przypuszczałam. Generalnie był utrzymany w dwóch kolorach,
wrzosowym i białym, lecz gdzieniegdzie dało się odnaleźć czarne akcenty.
Jak
na razie pomieszczenie było zawalone moimi rzeczami, więc trudno było mi się
skupić na przeglądaniu jego wystroju. Zrobię to jutro, jak posprzątam.
– Tu
są drzwi do łazienki. – Wskazał na białe drzwi znajdujące się przy szafie – Mam
nadzieje że nie będzie zbyt dużym kłopotem jeśli będziesz dzielić ją z Naruto.
– To
się okaże –
powiedziałam, po czym usiadłam na łóżku zaścielonym wrzosową pościelą – Trochę tu jasno.
Na
twarzy Minato, przejawiły się oznaki niepokoju.
–
Czy to problem?
–
Przywykłam do ciemnych odcieni – wzięłam do ręki czarnego ‘jaśka’. Jedyną
rzecz, którą mam zawsze ze sobą od czasu pierwszej przeprowadzki. Kobieta u
której mieszkałyśmy pożyczyła mi go by lepiej mi się spało. Tak jakoś wyszło że
zapomniałam go później oddać. Jak teraz o tym pomyślę to Yuki też jest ze
mną od pierwszej przeprowadzki. – Czarny, fiolet i takie tam… – dokończyłam, zerkając kątem oka na klatkę Yuki’ego. Kot
leżał zwinięty w kłębek, patrząc gniewnie na korytarz. Zapewne wyczuł inne
zwierzę.
Chwila
moment… Kto przyniósł moje rzeczy do pokoju? Wszyscy siedzieliśmy na dole.
Podejrzane…
–
Jeśli chcesz… –
zaczął Minato rozglądając się wokoło. – Możemy zrobić małe przemeblowanie.
–
Nie trzeba – uśmiechnęłam się – Mała zmiana przyda się każdemu.
Mężczyzna
odetchnął z ulgą, po czym uśmiechnął się.
– To
dobrze.
Na
zegarze wybiła godzina ósma.
–
Lepiej będzie jak odpoczniesz. Cały dzień spędziłaś w podróży, na pewno jesteś
zmęczona.
–
Czy ja wiem. – Podrapałam się po głowie. – Prawie całą drogę przespałam, więc
nie jestem zbyt… – W moją wypowiedź wdarło się nieproszone ziewnięcia,
zaprzeczające temu co miałam zamiar powiedzieć. Minato zaśmiał się. – No może
jednak jestem zmęczona.
– A
nie mówiłem. – Wujek podszedł do mnie i pocałował mnie w czoło. Niby taki mały
gest, a sprawił mi miłą przyjemność. Taki rodzicielski gest…
– A
mówiłeś – uśmiechnęłam się.
Wyszedł
jakieś pół godziny później. W tym czasie pomógł mi lekko uporządkować pokój.
Opowiadał mi także o swojej pracy projektanta architektury. Mimo iż starałam
się go słuchać, to jednak zmęczenie nie dawało za wygraną i obydwoje zgodnie
postanowiliśmy odłożyć naszą rozmowę na potem.
Nie
pamiętam kiedy zasnęłam. Wiem tylko że sen dopadł mnie z zaskoczenia, a był to
dziwny sen. Dziwny i krótki.
Byłam
najwyższą kapłanką w świątynie złotego, kastrowanego kurczaka, patrona ludzi
głodnych i skorumpowanych.
Oprócz
mnie w tej świątyni były jeszcze dwie osoby, jeśli można było je tak nazwać.
Jedna to była dziewczyna, chyba. Wyglądała jak połączenie człowieka ze słoniem.
Taka hybryda. Miało ciało dwudziestoletniej dziewczyny o ciemnej karnacji.
Słoniowatym dodatkiem były wielkie szare uszy, oraz długą trąbę zamiast nosa.
Najgorsze było jednak to że była ubrana w kolorowy stój klowna. A klowny były…
No dalej są moją największą fobią. Zaraz przy ślimakach. Ale tylko tych bez
skorupki. Chociaż jak by na to popatrzeć z drugiej strony, to nie ma znaczenia
czy ślimak ma skorupkę czy też nie.. Jest obrzydliwy i taki i taki.
Płeć
drugiej postaci stanowiła dla mnie nie lada zagadkę. Miał bardzo dziewczęcą
twarz, blada cera, różowiutkie usta, duże niebieskie oczy okolone rzędami
długich, podkręconych rzęs. Miał długie falowane blond włosy, sięgające aż do
kostek. Męskim akcentem jego wyglądu stanowiła długa zielona broda. Mogła bym
przysiąc że widziałam małe robaczki chodzące po niej. Chłopiec lub dziewczynka
ubrany ubrana był w zieloną krótką sukienkę, wyglądającą identycznie jak
sukienka Dzwoneczka z Piotrusia Pana.
Ja
jako najwyższa kapłanka miałam pewne moce, które miałam użyć podczas misji
danej nam od samego Złotego, Wykastrowanego Kurczaka. Mieliśmy odnaleźć Udko
Przeznaczenia, i wrzucić je do wnętrza Morza Sałatek Wielowarzywnych.
Razem
z dwoma dość dziwnymi kapłanami z mojej świątyni, oraz stworkiem wyglądającym
jak Maka Paka, świnką Peppą i dwoma ślepymi świnkami morskimi, zostaliśmy
ochrzczeni przez Pape Smurfa, mianem drużyny Mikołaja świętego.
Nasza misja dobiegała już końca, gdy zostałam brutalnie wyrwana z czeluści mojego umysłu do świata realnego.
Nasza misja dobiegała już końca, gdy zostałam brutalnie wyrwana z czeluści mojego umysłu do świata realnego.
Początkowo
widziałam tylko otaczająco mnie ciemność. Nagłe pojawienie się źródła światła,
oślepiło mnie. Przetarłam oczy, rozglądając się wokół. Wszystko było rozmazane,
meble były jedną wielką białą plamą, ściany zlewały się w fioletową breję z
czarną kreską zbliżającą się do mnie. Zaraz,
chwila!! Zbliżającą?!Wysunęłam rękę do przodu w geście obronnym, co
wywołało śmiech u owej kreski.
Czemu
ona się ze mnie śmieje?
–
Dziewczyno. Obudź się – powiedziała ‘kreska’, poklepując mnie po policzkach.
– Ja
się wcale ciebie nie boję! – krzyknęłam odsuwając się, starając zachować się
bezpieczną odległość. – I to nie dlatego że cię nie widzę, to dlatego że… no że
się nie boję.
Zaczynałam
już widzieć wyraźniej, lecz kreska dalej pozostawała kreską. Z tą różnicą że
nie była już cała czarna. Teraz była niebieska, z żółtą końcówką.
‘Kreska’
zaczęła się śmiać.
– To
ja.
–
Jaki ja? – zapytałam. Teraz widziałam trochę lepiej. Wyraźnie widziałam zarys
sylwetki postaci stojącej przede mną. Gdy zauważyłam znajome niebieskie ślepia
wpatrujące się w mnie z radością, wiedziałam już kto ze mną jest. – Naruto ! –
krzyknęłam podrywając się z podłogi.
–
Też się cieszę że cię widzę. – Zaśmiał się. – Bo ty mnie już widzisz, co nie?
Zaśmiał
się, za co oberwał ode mnie poduszką po głowie.
–
Nie trzeba było mnie tak gwałtownie budzić. – Odwróciłam się od niego,
nadymając policzki. – A miałam taki wspaniały sen o …
–
Twój wspaniały sen jest ważniejszy ode mnie? Twojego ukochanego kuzynka? –
odwróciłam głowę w jego stronę, od razu napotykając jego maślany wzrok. – Czyli nie tęskniłaś za mną?
Idiota
z niego, ale mimo wszystko to kochany idiota.
– No
oczywiście że tęskniłam – powiedziałam, uśmiechając się.
Chłopak
rozłożył ręce w geście, który miał mi uświadomić że mam go przytulić. Zaśmiałam
się i pokręciłam głową z dezaprobatą głową, ale mimo wszystko podeszłam do
niego i wtuliłam się w jego tors. Ciepły tors. Dobrze wyrzeźbiony tors.
Jeny,
dziewczyno… To twój kuzyn. Co ty sobie myślisz?
Naruto
zamknął mnie ramionami w niedźwiedzim uścisku, miażdżąc mi żebra,
uniemożliwiając mi dopływ tlenu.
–
Naruto.. Ja.. Oddychać… Nie… Za mocno… – Starałam się dać mu do zrozumienia że jeszcze chwila i będzie
trzeba mi robić usta usta. Chłopak chyba zauważył że mam pewne trudności, bo po
chwili stałam już koło niego, starając się uregulować oddech.
– Przepraszam.
– Uśmiechnął się głupkowato, drapiąc się w tył głowy.
–
Nic nie szkodzi – westchnęłam. – Chyba zapomniałeś że nie jesteś już takim
małym, chuderlawym knypkiem jak dziesięć lat temu.
Zaśmiał
się.
– A
ty w końcu przypominasz dziewczynę. Bynajmniej w kilku strategicznych miejscach
– poruszył zalotnie brwiami i spojrzał wymownie na moje… piersi.
– Ty
zboczeńcu!- krzyknęłam, waląc go z pięści w czubek głowy. – Zbyt dużo czasu spędziłeś z
Jirayą! Jak zwykle ma na ciebie zły wpływ!
Blondyn
zaczął masować się w miejscu, w które go uderzyłam.
–
Jeeny, zaczynasz gadać jak moja matka – oburzył się.
Chwila
moment, to ja powinnam się teraz obrażać, nie on…
Żadne
z nas nie odzywało się przez jakiś czas. Muszę przyznać, że jeszcze nigdy cisza
aż tak mi nie przeszkadzała.
–
Chodź ze mną – powiedział nagle Naruto, po czym chwycił mnie za rękę i
wybiegliśmy na korytarz. Zza ściany od razu dobiegły mnie stłumione śmiechy
mojej matki i ciotki, a w powietrzu roznosił się zmieszany smród papierosów i
alkoholu, co spowodowało iż od razu zatkałam sobie nos. Naruto zrobił to samo. – Przecież moja matka nie pali –
powiedział patrząc zdezorientowanym wzrokiem na białe drzwi, zza których nagle
doszło głośne beknięcie, któremu zawtórował śmiech. Pokręciłam głową
poirytowana.
–
Moja za to kopci aż za bardzo. – Naruto chwytał już za klamkę od ich pokoju ale
przeszkodziłam mu. – Nie przeszkadzaj im. Niech się bawią póki mogą. – Chłopak
spojrzał na mnie zdezorientowany. – Zobaczysz. Jutro moja mama stwierdzi że to
był ostatni raz. Potem nie będzie piła z jakiś rok, więc będzie spokój.
Blondyn
nie wydawał się przekonany.
–
Uwierz mi – uśmiechnęłam się, starając się wyglądać przekonująco.
Chłopak
pokręcił głową, ale mimo wszystko cofnął rękę
–
Skoro tak twierdzisz. – Pociągnął mnie w drugą stronę i stanęliśmy przed drzwiami, jak
wywnioskowała, od jego pokoju. Nie weszliśmy jednak. Spojrzałam na Naruto , a
ten uśmiechnął się do mnie głupkowato.
–
Uwierzę Ci jak zapomnisz o tym że ci patrzałem na cycki.
No
to mnie zaskoczył. Nie swoją prośbą, lecz tym że przypomniał mi o tym. Sama o
tym już zapomniałam.
Zaśmiałam
się.
–
Nie mam pojęcia, o czym ty mówisz.
Chłopak
uśmiechnął się, po czym przekręcił klamkę od drzwi, po czym otworzył je na
rozcież.
Potem
odsunął się kawałek ode mnie, pochylił się i wyciągnął ręce w kierunku
pomieszczenia.
–
Witam w moim małym królestwie, o pani – powiedział, udając głos prawdziwego
gentlemana.
–
Oh... Dziękuję o panie – powiedziałam dygając lekko, udając że trzymam końcówki
niewidzialnej sukni.
Siedziałam
u Naruto jeszcze jakieś dwie godziny. Rozmawialiśmy o tym co robiliśmy w czasie
w którym się nie widzieliśmy. On opowiadał mi o swojej szkole i o
przyjaciołach, a ja opowiadałam mu o miejscach w których mieszkałam. No bo o
czym innym miała bym mu opowiadać? O przyjaciołach, których nie posiadałam? O
szkołach, z których nie mam zbyt najlepszych wspomnień?
Teraz
dzięki Naruto wiem niemal wszystko na temat miejsca do którego będę uczęszczać
od następnego tygodnia i nawet małe co nieco o osobach uczących się tam.
Nie
mam pojęcia czy przypisano mnie do klasy Naruto, czy też nie, lecz posiadam
wielką nadzieję że jednak tak. Nie zniosłabym możliwości wylądowania samemu w
klasie pełnej obcych mi ludzi. Tak to chociaż blondyna bym znała.
Chłopakowi
ponad godzinę zajęło opowiadanie o jego paczce. Była to po części przechwalanie
się, lecz mi to nie przeszkadzało, a wręcz przeciwnie. Cieszyłam się.
Na
początku, jako iż jest facetem, i jak każdy inny heteroseksualny facet, zaczął
od dziewczyn. Opowiadał mi o wszystkim, o wyglądzie, zainteresowaniach,
charakterze, a nawet o rzeczach o których raczej powinno gadać się tylko z
facetami, bo co mnie w końcu obchodzi, że jedna ma cyce jak donice, a druga
jest płaska jak deska? Ale ja jako dobra kuzynka, wysłuchałam wszystkich jego
słów, a nawet starałam się zapamiętać maksymalną ilość szczegółów, by w
przyszłości nie palnąć żadnej gafy.
Dowiedziałam
się że w ich paczce dziewczyna ‘silna i mądra i twarda jak skała’ cytując słowa
chłopaka. Cóż… Nie chce nic mówić, ale zdaje się że chłopak się zabujał i to
ostro, bo jego późniejszy opis tej dziewczyny przeczył wszystkiemu co
powiedział o niej na początku. Dziewczyna miała chyba na imię Sakura. Z opisu
Naruto wywnioskowałam że jest to farbowana na różowo laska, płaska jak deska, z
toną make-up’u, szalejąca za gostkiem który za przeproszeniem ma ją w dupie,
lecz zielonooka nie zwraca na to uwagi i cały czas do niego uderza. Och... Ta
młodzieńcza miłość...
Mówił
też o takiej dwójce.. Jak im tam było, Uchihawa? Nie zapamiętałam jak chłopak
miał na imię, lecz wiem że dziewczyna ma na imię Yuki. Tak jak mój kot, który
jest facetem…
Ponoć mieszkają gdzieś niedaleko nas...
Ponoć mieszkają gdzieś niedaleko nas...
Naruto
stwierdził że powinnam dogadać się z tą dziewczyną.
Cóż,
zobaczymy co przyniesie nam czas.
Był
też chłopak imieniem Kiba. Zapamiętałam go tylko dzięki faktowi że go nigdy nie
polubię. Mimo iż go jeszcze nie spotkałam, ja już to wiem. Facet nie cierpi
kotów, a to niestety jest coś czego znieść nie mogę. To postawiło nad postacią
jeden, wielki minus .
Wiem też że w ich grupie jest jeszcze ktoś zwany Shikamaru. Straszliwy leń, któremu nigdy nic się nie chce.
Wiem też że w ich grupie jest jeszcze ktoś zwany Shikamaru. Straszliwy leń, któremu nigdy nic się nie chce.
Było
jeszcze kilka osób, ale nie dałam rady zapamiętać.
Poszłam spać około godziny jedenastej. Sen nadszedł bardzo szybko, nie musiałam nawet się wysilać. I dzięki bogu tym razem nikt mi go nie przerwał.
Poszłam spać około godziny jedenastej. Sen nadszedł bardzo szybko, nie musiałam nawet się wysilać. I dzięki bogu tym razem nikt mi go nie przerwał.
~ Hana
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz