poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Rozdział 2.

Zgodzą się, że dawno mnie tu nie było, ale... No tak jakoś wyszło :(
Ale już dodaję next ;)
Enjoy :*




Ostatnia lekcja w końcu nadeszła. Godzina wychowawcza z Iruka Sensei. Wszyscy siedzieli w ławkach zmarnowani. Nawet ja leżałam na stoliku z przerzuconymi z karku na twarz włosami, które zwieszały się między moim stolikiem a pustym krzesłem przede mną.
Dzisiejszy dzień był, nawet jak na trzydziesty maja, naprawdę gorący. Chłopacy poodpinali koszule, dziewczyny podwijały spódniczki, a ja nawet zawiązałam koszulę pod biustem, żeby odsłonić brzuch, bo po w-f’ie pot lał się po nas jak wodospad. Oczywiście Gai Sensei nigdy nie daje nam odsapnąć, bo to taki cholerny typ sportowca.
– Jak już od dłuższego czasu wiecie we wrześniu odbędzie się coroczny Jesienny Festiwal Sztuki – mówił Iruka Sensei. – Szkoły z pobliskich miast zjeżdżają się, aby zobaczyć jak nasza Konoha (taką nazwę nadałyśmy szkole, nie mieście, w którym mieszkają dop. Aut.) świętuje podczas szkolnych festiwali.
– Sensei? – zaczęła Karin.
Nawet nie chciało mi się na nią patrzeć.
– Tak, Karin?
– Czy Zimowy Festiwal Muzyczny się odbędzie? – zapytała. – Bo jak będzie tylko stopni na minusie ile jest dziś na plusie to ja się na to nie piszę.
A było przynajmniej trzydzieści siedem.
– Jak na razie nie ma powodów, aby Zimowy Festiwal się nie odbył, a udział musicie wziąć, ponieważ jesteście trzecimi klasami, a to święto jest specjalnie dla was.
Dziewczyna jęknęła, a większość klasy jej zawtórowała.
– W tamtym tygodniu wylosowaliście temat: Bajki i Baśnie. Macie już pomysły co do tego? – zapytał.
Odpowiedziała mu cisza.
– Nie bierzcie sobie tego tak lekceważąco. Jesienny Festiwal Sztuki jest najważniejszym świętem w ciągu roku, czy moglibyście choć raz zacząć się czymkolwiek interesować?
– Przecież się interesujemy – burknął Kiba. – W tamtym roku wyszło całkiem nieźle.
Zaśmiał się złowieszczo, a my na wspomnienie tamtych wydarzeń zaczęliśmy się śmiać.
– Kiedy podpiłowaliście tylnie nogi tronu, który dawne trzecie klasy zbudowały dla pani dyrektor? – zapytał. – Kiedy na niego usiadła to…
– Te jej wielkie cyce chyba… – zaczął Naruto, ale Iruka musiał go zgromić wzrokiem, ponieważ blondyn zamilkł.
Podniosłam głowę, bo nie patrzą na nich wiele mi umykało, a moje – na tę chwilę niestety – ciężkie, grube i długie włosy opadły na mokre od potu plecy. Jęknęłam, bo od razu zrobiło mi się bardziej gorąco.
Usiadłam prosto, sięgnęłam na lewo do Sasuke i złapałam jego dłoń w nadgarstku. Nawet nie zwrócił na to uwagi i jego ręka bezwładnie podążyła tam gdzie chciałam. Dopiero kiedy zaczęłam zdejmować mu przez dłoń plecioną bransoletkę, to przekręcił głowę w moją stronę.
– Co robisz? – zapytał.
– Potrzebne mi coś do związania włosów, a gumki nie wzięłam – wytłumaczyłam.
– A.
Znowu położył się tak jak prędzej.
Zdjęłam mu bransoletkę i odłożyłam jego rękę na miejsce, po czym związałam włosy na czubku głowy w niedbały kok.
– Czyli nic nie wymyśliliście? – zapytał Iruka.
Znów odpowiedziała mu cisza.
– Jeśli do wakacji nie wymyślicie co robicie, nie ustalicie choreografii i nie będziecie mieli kostiumów, to niestety będę musiał o tym powiedzieć pani dyrektor, a kolejna wpadka może spowodować wyrzucenie was ze szkoły!
Jakoś nikt się tym nie przejął.
– Może dziś wpadniecie do mnie do hotelu po zajęciach? – zapytał Gaara. – Powiem tacie, że musimy obgadać szkolne sprawy i na pewno się zgodzi udostępnić nam jeden pokój. A i tam mamy końcówkę maja, więc nie ma wielu gości.
– Chyba tylko jeden z was myśli racjonalnie – westchnął Iruka.
Zadzwonił dzwonek.
– To jak? – zapytał Gaara, kiedy Iruka nie otrzymawszy odpowiedzi wyszedł z klasy.
– I on serio myśli, że będziemy coś robić? – zapytał Choji.
Zbierając się do wyjścia wszyscy się śmialiśmy.
Jeszcze na korytarzu Gaara zadzwonił do ojca. Wszyscy wiedzieliśmy, że ten facet nie jest zbyt miły, a jak już o nas mowo to dostaje kręćka.
– Cześć tato – przywitał się. – Przepraszam, że przeszkadzam w pracy, ale jak ostatnio mówiłem zbliża się Jesienny… Tak, tak wiem… Rozumiem… Chciałem zapytać, czy mógłbym zająć jakiś duży pokój w hotelu, ponieważ musimy rozmówić się z klasą o tym co przygotujemy na Fes… Tak, rozumiem. Zrobię wszystko co będzie konieczne… Dziękuję tato.
Rozłączył się.
– I co? – zapytała Uma. – Zgodził się?
Gaara odetchnął i uśmiechnął się.
– O dziwo tak – powiedział zszokowany.
– No no no, Gaara rules! – zawołał Naruto zarzucając czerwonowłosemu rękę na ramiona. Inni chłopacy klepali go po plecach.
Po kilkunastu minutach wszyscy już dali znać rodzicom, że wrócą do domu później i na szczęście nie było żadnych większych problemów. Chociaż ojciec Hinaty trochę się wkurzył, ale jej pozwolił, pod warunkiem, że nie będzie robić problemów, kiedy o dwudziestej przyjadą po nią samochodem.
Sasuke zadzwonił do jego rodziców za nas dwoje. Musiałam go przypilnować, bo sam by tego cholera jedna nie zrobił.
Najpierw za szkoły poszliśmy do stacji metra, a stamtąd pojechaliśmy do centrum skąd już niedaleko było do hotelu. Gdy dotarliśmy na miejsce, zatrzymaliśmy się przed hotelem po przeciwnej stronie ulicy, żeby napawać się pięknym wyglądem, największego i najwyższego budynku w naszym mieście.
Lobby miało wysokie ozdobione złotymi wzorami sklepienie. Na jego środku stała fontanna, a wokoło niej kanapy wykładane pluszem, a przed każdą z nich stał szklany stolik do kawy. Drzwi przed gośćmi otwierali ubrani w kolory złota i bieli mężczyźni, ale nie miałam czasu przypominać sobie jak się na nich mówi, ponieważ, wnętrze hotelu przyciągało większą uwagę i aż zapierało dech w piersiach.
Wszędzie gdzie nie spojrzeć były motywy pustyni, co sprawiało, że wewnątrz ciała robiło się naprawdę gorąco, ale dzięki klimatyzacji było tu przyjemnie chłodno, co było dla nas zbawieniem w tak gorący dzień.
Wszyscy, poza Gaarą kroczyliśmy za czerwonowłosym jak zaczarowani. Fakt, nasze rodziny nie cierpią na niedostatek, ale widok czegoś takiego przyprawia o gęsią skórkę.
Na przykład. Mikoto i Fugaku pracują… W jakimś biurze gościa, który posiada sieć salonów samochodowych w obrębie Tokyo. Co oni tam takiego robią, że tyle zarabiają to nie wiem, bo jak siedząc za biurkiem może być kogoś stać na światowej klasy architekta, który przebuduje dom, na taki wypasiony modernistyczny.
Jak już mowa o architekcie to jest nim Minato Namikaze, ojciec Naruto, który każe nam na siebie mówić wujku. Przyznam, że fajny z niego gość i jest przystojny jak na takiego starucha, ale zachowuje się jak dziecko i jest pod pantoflem żony. Kushiny Namikaze. Jej panieńskie nazwisko to Uzumaki i to dlatego niektórzy tak nazywają Naruto, ale nie każdy zna to nazwisko.
Dobra, jak już mowa o zarobkach to może opowiem pokrótce o wszystkich?
A co ja się pytam? I tak opowiem :D.
Rodzice Ino, państwo Yamanaka zaczynali od małej kwiaciarni , zanim urodziła się Ino, ale teraz mają ogrom takich małych kwiaciarni, które przynoszą im zaskakujące zyski. Tylko u nich znajdzie się piękne zagraniczne kwiaty, które nie wyglądają strasznie i oni są najlepsi w ratowaniu chorych roślinek, dlatego sprawują pieczę nad miejscowymi parkami.
Państwo Haruno są punkami i za to ich lubię, ale nie mam pojęcia skąd mają kasę na drogie ciuchy Sakury specjalnie dla niej sprowadzane z światowych stolic mody. Fajnie jest mieć taką przyjaciółkę, bo z wakacji często przywozi nam różne fajne ciuchy, ale nie podoba mi się to, bo my nie wiemy jak jej się za to odwdzięczyć.
Rodzina Hinaty i Nejiego prowadzi jedyne Gorące Źródła jakie mamy w mieście. Od wieków to prowadzą. Ich dom stoi nad samiuteńkim morzem, gdzie z podziemi wypływa gorące źródło, a jego woda uchodzi do morza. Hyuuga wykorzystali to i teraz jest git. Prowadzą także coś w rodzaju Spa i szkółkę w której trenuje się różne sztuki walki.
Inuzuka prowadzą schronisko, ale nie jest to dom dla bezdomnych psów. Jest to coś w rodzaju hotelu. Każdy pies jest tam trenowany, odpowiednio karmiony i kąpany, kiedy trzeba, a więc mają tam po prostu jak w raju i nie są trzymane w ciasnych klatkach z jedynie miską wody. Niektórzy ludzie, których na to stać zostawiają u nich swoich pupili, aby zaopiekowali się nimi, kiedy właścicieli nie będzie.
Aburame mają sklep zoologiczny i żywe muzeum robaków, do którego mamy darmowy wstęp jako przyjaciele Shino, ale jakoś nie możemy się tam wybrać. Mimo takiego ohydztwa ludzie spoza miasta zjeżdżają się do nich żeby tylko zobaczyć małe insekty i inne okropności.
Nara razem z klanem Jugo ze względu na bogatych przodków, wzięli pod ochronę lasy otaczające nasze miasto i stworzyli z nich rezerwaty dla zwierząt.
Matka Karin jest aktorką, a ojciec menagerem jakiegoś zespołu. Nie wiem, jakiego, gdy zapytać o to Karin to zaraz milknie i nie chce nic mówić. W ogóle nic, co w jej przypadku jest dziwne, bo zawsze musi się w coś wtrącić.
Suigetsu ma coś wspólnego z… No może nie on, ale jakiś tam jego kuzyn podobno był w Jakuzie, ale białowłosy, za bardzo się tym chwali, więc nikt w to prawdę mówiąc nie wierzy. Ale jak widomo, jego klan wzbogacił się przed laty i teraz mają zapewniony dostatek na przyszłe sto lat. W jaki sposób się wzbogacili? Nie mam pojęcia.
Akimichi prowadzą najlepszy bar Barbeq jaki kiedykolwiek odwiedziłam i w zasadzie zwykle tam się spotykamy w wolne dni, bo cena za posiłek jest zmniejszona nie tylko dla dużej gruby, ale także dlatego, że Chouza-sama nas uwielbia, więc jest jeszcze taniej.
Rodzina Saia, Umy i Onriego porozjeżdżała się po świecie i na szczęście pozwoliły im zostać w naszym Shimizu, bo tak właśnie nazywa się miasto w którym mieszkamy. Położone jest na południowy zachód od Tokyo i leży jakieś dziewięćset tysięcy kilometrów od niego.
Jak już prędzej wspomniano ojciec Gaary prowadzi hotel, który został zbudowany po śmierci matki Gaary, czyli siedemnaście lat temu. Chłopak urodził się jako wcześniak, a jego matka zmarła zaraz po tym jak się urodził. Zielonooki, jako jedyny z nas nie znał swojej matki.
Ja swoją znałam tylko kilka lat i w zasadzie to jej nie pamiętam, ojca też nie. Coż, co tu dużo mówić? Moi rodzice zginęli w zamachu, kiedy miałam niecałe sześć lat i od tamtej pory mieszkam z Sasuke, Itachim i ich rodzicami, których wiecznie nie ma w domu. Są między nami zgrzyty, ale poziom śmiechu i tak je przewyższa.
Hotel Sunagakure wita – powiedziała młoda Japonka w recepcji, kiedy całą siedemnastką podeszliśmy do niej. – Apartament został już przygotowany, Gaara-sama.
Podała mu kartę z numerem pokoju.
Wszyscy wytrzeszczyliśmy na nią oczy.
Apartament!? W najlepszym Hotelu w mieście? I to za darmo na kilka godzin!
Jestem w raju.
– Pokój 1703, znajduje się na 68 piętrze. Na końcu korytarz, po lewej stronie wind.
Gaara trochę zmieszany zaprowadził nas do wind. Były tak ogromne, że zmieściłyby się w nich dziesięć osób, ale my podzieliliśmy się na pół i czekaliśmy na obie windy. A więc jedną jechałam ja, Sasuke, Naruto, Kiba, Shino, Shikamaru, Choji i Onri, a drugą pozostali, w tym Gaara.
Winda Gaary i reszty przyjechała pierwsza.
– Do zobaczenia na sześćdziesiątym ósmym piętrze – powiedział, kiedy znikali w windzie.
Nasz przyjechała kilka minut, po odjechaniu tamtej. W niej było dwóch mężczyzny ubranych w czarne garnitury, a za nimi stał facet o dość znajomej twarzy, ale gorąco jakie na mnie wpłynęło jeszcze w szkole i w metrze nie pozwalało mi trzeźwo myśleć, mimo że znajdowaliśmy się już w budynku z klimatyzacją.
Dopiero kiedy mężczyzna stojący za tymi w garniakach spojrzał na mój brzuch i się uśmiechnął, zdałam sobie sprawę z tego, że moja koszula wciąż jest zawiązana pod biustem.
Szybko ją rozwiązałam i zapięłam dolne guziki.
– Znam skądś tego gościa – powiedział Naruto, kiedy weszliśmy do już pustej windy.
– To był Masashi Kishimoto, głupku – powiedział Sasuke i palnął blondyna po głowie.
– Serio!? – wrzasnął i chciał wybiec z windy, ale drzwi już się zamknęły. – A wziąłbym autograf.
Ktoś nacisnął guzik z numerem piętra, ale gdy już minęliśmy siedemdziesiąte piętro, które wskazał zegar nad drzwiami, dopiero zauważyłam, że jesteśmy już za wysoko.
– Cholera! – zawołałam. – Który wciskał guzik? –zapytałam.
– Co się stało? – zapytał Shikamaru, który stał najbliżej mnie.
– No ja, a co? – zapytał Kiba.
– Mieliśmy jechać na sześćdziesiąte ósme, a nie siedemdziesiąte ósme piętro – powiedziałam, kiedy mijaliśmy już siedemdziesiąte piętro.
– Yuki ma racje – powiedział Shino. – Wiedziałem.
– To czemuś się nie odzywał – burknęłam.
On tylko poprawił swoje okulary.
Przeszłam do przodu i nacisnęłam odpowiedni guzik.
Na nasze szczęście nikt na górze nie wołał windy i kiedy dojechaliśmy na siedemdziesiąte ósme piętro, mogliśmy spokojnie zjechać na odpowiednie. Gdzieś w połowie winda się zatrzymała i przed nami stanęła jakaś parka starszych pań. Obie zmierzyły mnie spojrzeniem i zaczęły mówić do siebie, ale nie weszły do windy.
– Ach te dzisiejsze dziewczęta – mówiła jedna.
– Jeden już im nie wystarczy. Teraz trzeba siedmiu.
Szyba jest w liczeniu, nie ma co.
Cała spłonęłam rumieńcem.
Na szczęście drzwi już się zamknęły i znów ruszyliśmy w dół.
– Yuki od dziś masz siedmiu chłopaków – stwierdził Sasuke zarzucając rękę na moje ramiona i przyciągając mnie do siebie.
– Ale to ja będę tym najważniejszym! – zawołał Naruto i objął mnie w talii.
Wyszło tak, że opierała się plecami o tors Sasuke, który obejmował moje ramiona i stałam niebezpiecznie blisko Naruto, który objął mnie w talii, a ja żeby się nie wywrócić podniosłam jedną nogą i oplotłam nią nogę Naruto. Kiba też się na mnie rzucił i złapał moją rękę, po czym przyłożył moją dłoń do swojego serca. Po chwili wszyscy w żartach zaczęli się o mnie kłócić.
– Co wy robicie!? – pisnęłam, próbując wydostać się z ich uścisków, ale to było na nic. Bo co nieduża dziewczyna może zrobić, kiedy napastuje ją trzech durnych siedemnastolatków.
Moja twarz była czerwona jak burak, mogłam to zobaczyć w błyszczących srebrnych drzwiach windy, które właśnie się rozsunęły, a za nimi na korytarzu stali pozostali z naszej klasy.
Przyznam, że musiał to być dla nich wielki szok.
Wbiłam Sasuke łokieć w żebra, odepchnęłam Kibę ręką, za którą mnie trzymał i z kolanka nogi którą jeszcze chwilę temu trzymałam się Naruto, kopnęłam blondyna w krocze i wypadłam z windy wpadając na Gaarę.
Wyprostowałam się i odsunęłam od czerwonowłosego.
– Jeszcze raz mnie któryś tknie – warknęłam wskazując na nich palcem. – A zabiję.
Idąc do ostatnich drzwi na piętrze dłonie miałam zaciśnięte w pięści i nie odzywałam się mimo, że ci którzy mnie właśnie molestowali wołali moje imię. Byłam na nich cholernie wkurzona i mimo, że mieliśmy gadać o tym durnym festiwalu to nie miałam zamiaru się do tamtej trójki odzywać. Na Kibę będę się gniewała najkrócej, a do Sasuke nie mam zamiaru się odzywać jak najdłużej się da.
Gaara otworzył zamek kartą i wpuścił nas do środka.
Od drzwi rozchodził się widok na jasno oświetlony pokój. Był utrzymany w kolorach złota i seledynu. Przed nami znajdował się ogromny salon z dużymi oknami i drzwiami na balkon, zakryte przeźroczystymi lekkimi złotymi firankami, które powiewały na wietrze, którego tuż przy ziemi nie było nawet odrobinkę czuć. Po prawej były szerokie drzwi do jadalni z dużym owalnym stołem, wokół którego stało osiem krzeseł. Obok drzwi do jadalni, ale na ścianie gdzie były drzwi do apartamentu były dwuskrzydłowe drzwi, za którymi kryła się biała sypialnia z ogromną łazienką. Po lewej od drzwi wejściowych znajdowały się rozsuwane drzwi za którymi kryła się kremowa sypiania z podwójnym łożem i z jeszcze większą łazienką, niż w białej sypialni.
– Dziewczyny, możecie się odświeżyć w łazience na lewo – powiedział Gaara, kiedy wszyscy oniemiali wchodziliśmy głębiej do salonu. – Tam są szlafroki i ręczniki. Jeśli chcecie to możecie dać swoje mundurki, poproszę, żeby je wyprano.
Przez ten widok cały gniew ze mnie uleciał.
Bez słowa, razem z Hinatą, Sakurą, Ino, Umą i Karin poszłyśmy do tamtej łazienki, napuściłyśmy wody do ogromnej wanny i zrobiłyśmy sobie coś ala gorące źródła.
Po kilkunastu minutach po zdjęciu przepoconych ubrań, przyszła pokojówka i zabrała je.
Kąpiel zajęła nam około godziny, ale nasze ubrania wciąż nie wracały, więc do salonu wróciłyśmy w szlafrokach. Były puchowe, mięciutkie i w kolorze piasku, tak jak cały Chotel.
Ja dzięki mojemu niskiemu wzrostowi miałam zakryte jak najwięcej. Hinata ledwo zmieściła się swoim biustem w szlafrok, co przyznam było zabawne, kiedy chłopaki na nią patrzeli, ale nie bądźmy wredni. Na szczęście z tych właśnie chłopaków są tacy debile, że nie zauważyli, że żadna z nas nie ma bielizny, albo tacy gentlemani, że postanowili tego nie komentować.
– Gdzie się lampisz, Suigetsu!? – warknęła Karin i walnęła go w głowę.
– Na ciebie, kochanie – powiedział, zbierając się z podłogi.
– Yuki, najpierw taka akcja w windzie, później foch, a teraz w samym szlafroczku? – udał zdziwienie Sasuke, rozpierając się wygodnie na poduszkach kanapy. – Gdyby się o tym rodzice dowiedzieli…
– Ale nie dowiedzą, prawda? – zapytałam słodkim głosikiem i użyłam uśmiechu księżniczki.
Nigdy tego nie robiłam przy chłopakach z paczki, więc teraz patrzyli na mnie oniemiali.
Znów oblałam się rumieńcem.
Usiadłam na kanapie obok Sasuke, ale po chwili i tak został z niej zrzucony, bo pozostałe dziewczyny usiadły obok mnie. Chłopacy usiedli na podłodze wokół stołu przodem do nas
– Macie jakieś pomysły co do tych Bajek i Baśni? – zapytał Choji sięgając po miskę z chipsami, która stała z innymi przygotowanymi dla nas przekąskami na stole w salonie.
Wszyscy milczeliśmy próbując coś wymyślić, ale to było na nic.
– To bez sensu – stwierdził Suigetsu. – I tak nic nie wymyślimy.
– Może przyniosę jakieś gry? – zapytał Gaara.
– No przecież nie będziemy siedzieli tak i się obżerali słodyczami – powiedział Shikamaru.
– Czemu nie? – zapytał Choji i odstawił na stół już pustą miskę po chipsach, po czym sięgnął po drugą.
Wszyscy zaczęliśmy się śmiać.
– Przynieś Gaara-sama – powiedział Kiba.
– Jak mnie nazwałeś? – zapytał czerwonowłosy, zamierając w półprzysiadzie, kiedy wstawał.
– Gaa-ra-sa-ma – przeliterowała Ino. – Fajnie to brzmi.
Znowu wybuchnęliśmy śmiechem.
– I przynieś Pocky! – zawołał Choji.
– Pod stołem są – odkrzyknął tamten i wyszedł na korytarz.
– P-po co Pocky? – zapytała jąkając się Uma.
– A po co są Pocky? – zapytał ironicznie Choji i wyciągnął spod stołu jedno pudełko. – Żeby je jeść – powiedział i zaczął częstować paluszkami w mlecznej czekoladzie.
– Uma chyba myślała, że będziemy grać w buziaki – powiedziałam i mrugnęłam do niej, wychylając się, żeby mnie zobaczyła przez Ino i Hinate, które siedziały między nami.
– Ja… Wcale nie! – ofuknęła się i zerwała na równe nogi. – Hobbicie, bo cię walnę!
A co  Hobbita to wszyscy mnie tak nazywają z powodu mojego jak na Azjatkę i tak niskiego wzrostu. A Naruto chciał być wyjątkowy i jako jedyny mówi na mnie Niziołku. Się im wszystkim w głowach poprzewracało, kiedy obejrzeliśmy całą paczką Władcę Pierścieni. Swego czasu byłam też nazywana Frodo.
– Ale o co ci chodzi? Przecież wszyscy o tym wiedzą, panno PeEsPe. – Kiedy pokazałam jej język to się na mnie rzuciła, ale w porę uciekłam za oparcie kanapy. Na moje szczęście Sasuke złapał Umę w pasie, zanim za mną pobiegła.
Jeśli chodzi o bycie wrednym to Umy nawet Karin nie pokona. Czasami w jej miłości do pewnego osobnika z naszej paczki, myślę że potrafiłaby pobić, albo nawet zabić.
– Zabiję! – wrzeszczała ciągle, wyrywając się Sasuke, więc inni musieli mu pomóc, żeby naprawdę mnie nie zaatakowała.
– Przecież nie powiedziałam o kogo chodzi – zawołałam, kiedy drzwi za mną otworzyły się.
Wszedł Gaara. Kiedy odwróciłam się znów w stronę pozostałych, Uma stała już całkiem spokojna jakby nigdy nic i uśmiechała się, a chłopcy patrzyli na nią zszokowani, ale już jej nie trzymali.
Jak dobrze, że mam Sasuke, który zawsze pomoże mi w niebezpieczeństwie. Chociaż i tak nie mam zamiaru się do niego odzywać za to zajście w windzie. A mogłam jechać z Gaarą i pozostałymi.
– Mam Star Wors, Piotrusia Pana i Got To Dane z ponad setką piosenek – powiedział Gaara pokazując pudełka z grami na Kinekta. – Tylko to znalazłem.
– Star Wors! – wrzasnęłam i wyrwałam mu to pudełko z ręki, zanim ktokolwiek zdołał wybrać Got To Dance. Podbiegłam do plazmy stojącej naprzeciw kanapy, między oknami.
– A co do Pocky, to może zagramy? – zapytał Gaara pokazując kartki, które ze sobą przyniósł.
Ja i wszyscy chłopacy spojrzeliśmy na niego z niedowierzaniem, a pozostałe dziewczyny, które do tej pory patrzyły na zielonookiego teraz spojrzały na chłopaków. Sakura na Sasuke, Hinata na Naruto, ale później na Kibę, Ino na Saia, Karin na Sasuke, a Uma wciąż patrzyła na Gaarę. W zasadzie tylko Jugo i Shino się nie przejęli i zaczęli włączać grę.
Tak więc cały wieczór zszedł nam na graniu na Kinekcie w Star Wors. Nikt nie miał żadnego pomysłu jak możemy przedstawić Bajki i Baśnie. W zasadzie nawet nie wiedzieliśmy na czym polega ten Festiwal, bo gdy byliśmy w pierwszej klasie to go odwołano z powodu burz, które nie mijały, przez długi czas, a kiedy już się skończyło było za zimno, żeby wyjść na dwór.
W drugiej klasie w zasadzie podpiłowywaliśmy nogi w różnych krzesłach służących za rekwizyty i psociliśmy psując dekoracje innych klas, przez co nie mogliśmy zobaczyć samego Festiwalu.
W tym roku chciałaby, aby znalazł się ktoś, kto ujarzmi to stado łobuzów, bo inaczej nici z Jesiennego Festiwalu Sztuki.
W zasadzie kiedy już dochodziła dwudziesta i po Hinate przyjechał jej opiekun, dopiero odzyskałyśmy mundurki. Czyściutkie, świeżo pachnące i nawet wyprasowane.
Około godziny dwudziestej drugiej przyjechał po nas Itachi, który zapewne zabrał samochód Fugaku. Przyznam, że boję się jeździć ze starszym z moich kuzynów, bo dopiero niedawno zdał na prawko. Wcześniej rodzice mu nie pozwalali.
– Jak było? – zapytał Itachi, Kidy spotkaliśmy się z nim w lobby.
– Nuuuudno – jęknęłam i zawiesiłam mu swoją torbę na ramieniu.
– Na razie Uchichy! – zawołała za nami Ino.
– Pa – powiedziałam i pomachałam do tych, którzy jeszcze zostali w hotelu.
– W pięciogwiazdkowym hotelu? – zdziwił się. – A mieliście apartament? – zapytał podekscytowany, kiedy wyszliśmy na zewnątrz.
Mimo, że było już ciemno i nie było widać słońca, to gorąco jakie czuć było za dnia, nie ustąpiło chłodnej nocy.
– Hej! – zawołał ktoś za nami.
– Naruto – powiedziałam.
– Mogę się zabrać z wami Itachi? – zapytał.
– Zmieścisz się? – zapytał Łasica.
Spojrzałam na Itachiego z niedowierzaniem, ale po chwili prychnęłam i odepchnęłam go od tamtej dwójki, prowadząc do samochodu stojącego przed wejściem.
– Co robisz? – zapytał, a jego ciało nagle zaczęło mi ciążyć. Po chwili dosłownie leżał na moich barkach i patrzył na Sasuke i Naruto śmiejąc się.
– Złaź ze mnie głupku, bo zabiorę auto i ciebie też tu zostawię – prychnęłam.
Wyprostował się.
Uff, co za ulga.
– Ciężki jesteś.
– Co ma znaczyć ‘też’? – zapytał i wskazał na Naruto i Sasuke, którzy już do nas podeszli. – Oni z nami nie jadą?
Zmierzyłam ich pogardliwym spojrzeniem.
– Nie – prychnęłam. – Zboki nie mogą ze mną jeździć.
Pokazałam im język i odwróciłam się do nich tyłem zakładając ręce na piersi.
– O co jej chodzi? – zdziwił się Itachi. – Nie lubię nie być w temacie.
– No bo Yuki ma od dziś siedmiu chłopaków. Według jakiś babć jeden jej nie wystarcza – wytłumaczył mu Sasuke.
– Yuki, co oni bredzą?
– No właśnie. Według jakichś starych babć! Ale to nie zmienia faktu, że nie musieliście mnie wtedy tak dotykać! – wrzasnęłam, a portier i jakaś parka w strojach wieczorowych spojrzeli na mnie zaskoczeni. – Dawaj kluczyki – warknęłam i zaczęłam grzebać Itachiemu po kieszeniach.
– Nawet do ciebie się dobiera – prychnął Sasuke i zaśmiał się.
Podeszłam do niego, kiedy spoglądał na Naruto, który stał trochę dalej. A gdy odwrócił głowę znów do mnie to uderzyłam go w policzek z otwartej dłoni.
– Bronisz mnie przed innymi, ale przed sobą nie potrafisz – powiedziałam i zaczęłam płakać.
Na szczęście Itachi otworzył mi drzwi i mogłam się zamknąć w samochodzie. Jak zwykle jeżdżąc z Itachim siedziałam z przodu.
Naruto usiadł za mną, a Sasuke po prawej za Itachim.
Przez całą drogę nikt z nas się nie odezwał. Nawet, kiedy Naruto wychodził przed swoim domem to nie pożegnałam się z nim.
Gdy dojechaliśmy do domu, był pogrążony w ciemnościach. Mikoto i Fugaku pewnie byli jeszcze w pracy. Nie zważając na ciemności pobiegłam przez hol i salon na górę i zamknęłam się u siebie w pokoju, żeby w spokoju móc myślami torturować Laleczkę Woodu z twarzą Sasuke.

~ Yuki

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz