Zgodzą się, że dawno mnie tu nie było, ale... No tak jakoś wyszło :(
Ale już dodaję next ;)
Enjoy :*
Ostatnia
lekcja w końcu nadeszła. Godzina wychowawcza z Iruka Sensei. Wszyscy siedzieli
w ławkach zmarnowani. Nawet ja leżałam na stoliku z przerzuconymi z karku na
twarz włosami, które zwieszały się między moim stolikiem a pustym krzesłem
przede mną.
Dzisiejszy
dzień był, nawet jak na trzydziesty maja, naprawdę gorący. Chłopacy poodpinali
koszule, dziewczyny podwijały spódniczki, a ja nawet zawiązałam koszulę pod
biustem, żeby odsłonić brzuch, bo po w-f’ie pot lał się po nas jak wodospad.
Oczywiście Gai Sensei nigdy nie daje nam odsapnąć, bo to taki cholerny typ
sportowca.
– Jak już od dłuższego czasu wiecie we wrześniu odbędzie
się coroczny Jesienny Festiwal Sztuki – mówił Iruka Sensei. – Szkoły z
pobliskich miast zjeżdżają się, aby zobaczyć jak nasza Konoha (taką nazwę
nadałyśmy szkole, nie mieście, w którym mieszkają dop. Aut.) świętuje podczas
szkolnych festiwali.
– Sensei? – zaczęła Karin.
Nawet nie chciało mi się na nią patrzeć.
– Tak, Karin?
– Czy Zimowy Festiwal Muzyczny się odbędzie? – zapytała.
– Bo jak będzie tylko stopni na minusie ile jest dziś na plusie to ja się na to
nie piszę.
A było przynajmniej trzydzieści siedem.
– Jak na razie nie ma powodów, aby Zimowy Festiwal się
nie odbył, a udział musicie wziąć, ponieważ jesteście trzecimi klasami, a to
święto jest specjalnie dla was.
Dziewczyna jęknęła, a większość klasy jej zawtórowała.
– W tamtym tygodniu wylosowaliście temat: Bajki i Baśnie.
Macie już pomysły co do tego? – zapytał.
Odpowiedziała mu cisza.
– Nie bierzcie sobie tego tak lekceważąco. Jesienny
Festiwal Sztuki jest najważniejszym świętem w ciągu roku, czy moglibyście choć
raz zacząć się czymkolwiek interesować?
– Przecież się interesujemy – burknął Kiba. – W tamtym
roku wyszło całkiem nieźle.
Zaśmiał się złowieszczo, a my na wspomnienie tamtych
wydarzeń zaczęliśmy się śmiać.
– Kiedy podpiłowaliście tylnie nogi tronu, który dawne
trzecie klasy zbudowały dla pani dyrektor? – zapytał. – Kiedy na niego usiadła
to…
– Te jej wielkie cyce chyba… – zaczął Naruto, ale Iruka
musiał go zgromić wzrokiem, ponieważ blondyn zamilkł.
Podniosłam głowę, bo nie patrzą na nich wiele mi umykało,
a moje – na tę chwilę niestety – ciężkie, grube i długie włosy opadły na mokre
od potu plecy. Jęknęłam, bo od razu zrobiło mi się bardziej gorąco.
Usiadłam prosto, sięgnęłam na lewo do Sasuke i złapałam
jego dłoń w nadgarstku. Nawet nie zwrócił na to uwagi i jego ręka bezwładnie
podążyła tam gdzie chciałam. Dopiero kiedy zaczęłam zdejmować mu przez dłoń
plecioną bransoletkę, to przekręcił głowę w moją stronę.
– Co robisz? – zapytał.
– Potrzebne mi coś do związania włosów, a gumki nie
wzięłam – wytłumaczyłam.
– A.
Znowu położył się tak jak prędzej.
Zdjęłam mu bransoletkę i odłożyłam jego rękę na miejsce,
po czym związałam włosy na czubku głowy w niedbały kok.
– Czyli nic nie wymyśliliście? – zapytał Iruka.
Znów odpowiedziała mu cisza.
– Jeśli do wakacji nie wymyślicie co robicie, nie
ustalicie choreografii i nie będziecie mieli kostiumów, to niestety będę musiał
o tym powiedzieć pani dyrektor, a kolejna wpadka może spowodować wyrzucenie was
ze szkoły!
Jakoś nikt się tym nie przejął.
– Może dziś wpadniecie do mnie do hotelu po zajęciach? –
zapytał Gaara. – Powiem tacie, że musimy obgadać szkolne sprawy i na pewno się
zgodzi udostępnić nam jeden pokój. A i tam mamy końcówkę maja, więc nie ma
wielu gości.
– Chyba tylko jeden z was myśli racjonalnie – westchnął
Iruka.
Zadzwonił dzwonek.
– To jak? – zapytał Gaara, kiedy Iruka nie otrzymawszy
odpowiedzi wyszedł z klasy.
– I on serio myśli, że będziemy coś robić? – zapytał Choji.
Zbierając się do wyjścia wszyscy się śmialiśmy.
Jeszcze na korytarzu Gaara zadzwonił do ojca. Wszyscy
wiedzieliśmy, że ten facet nie jest zbyt miły, a jak już o nas mowo to dostaje
kręćka.
– Cześć tato – przywitał się. – Przepraszam, że
przeszkadzam w pracy, ale jak ostatnio mówiłem zbliża się Jesienny… Tak, tak
wiem… Rozumiem… Chciałem zapytać, czy mógłbym zająć jakiś duży pokój w hotelu,
ponieważ musimy rozmówić się z klasą o tym co przygotujemy na Fes… Tak,
rozumiem. Zrobię wszystko co będzie konieczne… Dziękuję tato.
Rozłączył się.
– I co? – zapytała Uma. – Zgodził się?
Gaara odetchnął i uśmiechnął się.
– O dziwo tak – powiedział zszokowany.
– No no no, Gaara rules! – zawołał Naruto zarzucając
czerwonowłosemu rękę na ramiona. Inni chłopacy klepali go po plecach.
Po kilkunastu minutach wszyscy już dali znać rodzicom, że
wrócą do domu później i na szczęście nie było żadnych większych problemów.
Chociaż ojciec Hinaty trochę się wkurzył, ale jej pozwolił, pod warunkiem, że
nie będzie robić problemów, kiedy o dwudziestej przyjadą po nią samochodem.
Sasuke
zadzwonił do jego rodziców za nas dwoje. Musiałam go przypilnować, bo sam by
tego cholera jedna nie zrobił.
Najpierw
za szkoły poszliśmy do stacji metra, a stamtąd pojechaliśmy do centrum skąd już
niedaleko było do hotelu. Gdy dotarliśmy na miejsce, zatrzymaliśmy się przed
hotelem po przeciwnej stronie ulicy, żeby napawać się pięknym wyglądem,
największego i najwyższego budynku w naszym mieście.
Lobby
miało wysokie ozdobione złotymi wzorami sklepienie. Na jego środku stała
fontanna, a wokoło niej kanapy wykładane pluszem, a przed każdą z nich stał
szklany stolik do kawy. Drzwi przed gośćmi otwierali ubrani w kolory złota i
bieli mężczyźni, ale nie miałam czasu przypominać sobie jak się na nich mówi,
ponieważ, wnętrze hotelu przyciągało większą uwagę i aż zapierało dech w
piersiach.
Wszędzie
gdzie nie spojrzeć były motywy pustyni, co sprawiało, że wewnątrz ciała robiło
się naprawdę gorąco, ale dzięki klimatyzacji było tu przyjemnie chłodno, co
było dla nas zbawieniem w tak gorący dzień.
Wszyscy,
poza Gaarą kroczyliśmy za czerwonowłosym jak zaczarowani. Fakt, nasze rodziny
nie cierpią na niedostatek, ale widok czegoś takiego przyprawia o gęsią skórkę.
Na
przykład. Mikoto i Fugaku pracują… W jakimś biurze gościa, który posiada sieć
salonów samochodowych w obrębie Tokyo. Co oni tam takiego robią, że tyle
zarabiają to nie wiem, bo jak siedząc za biurkiem może być kogoś stać na
światowej klasy architekta, który przebuduje dom, na taki wypasiony
modernistyczny.
Jak
już mowa o architekcie to jest nim Minato Namikaze, ojciec Naruto, który każe
nam na siebie mówić wujku. Przyznam, że fajny z niego gość i jest przystojny
jak na takiego starucha, ale zachowuje się jak dziecko i jest pod pantoflem
żony. Kushiny Namikaze. Jej panieńskie nazwisko to Uzumaki i to dlatego
niektórzy tak nazywają Naruto, ale nie każdy zna to nazwisko.
Dobra,
jak już mowa o zarobkach to może opowiem pokrótce o wszystkich?
A co
ja się pytam? I tak opowiem :D.
Rodzice
Ino, państwo Yamanaka zaczynali od małej kwiaciarni , zanim urodziła się Ino,
ale teraz mają ogrom takich małych kwiaciarni, które przynoszą im zaskakujące
zyski. Tylko u nich znajdzie się piękne zagraniczne kwiaty, które nie wyglądają
strasznie i oni są najlepsi w ratowaniu chorych roślinek, dlatego sprawują
pieczę nad miejscowymi parkami.
Państwo
Haruno są punkami i za to ich lubię, ale nie mam pojęcia skąd mają kasę na
drogie ciuchy Sakury specjalnie dla niej sprowadzane z światowych stolic mody.
Fajnie jest mieć taką przyjaciółkę, bo z wakacji często przywozi nam różne
fajne ciuchy, ale nie podoba mi się to, bo my nie wiemy jak jej się za to
odwdzięczyć.
Rodzina
Hinaty i Nejiego prowadzi jedyne Gorące Źródła jakie mamy w mieście. Od wieków
to prowadzą. Ich dom stoi nad samiuteńkim morzem, gdzie z podziemi wypływa
gorące źródło, a jego woda uchodzi do morza. Hyuuga wykorzystali to i teraz
jest git. Prowadzą także coś w rodzaju Spa i szkółkę w której trenuje się różne
sztuki walki.
Inuzuka
prowadzą schronisko, ale nie jest to dom dla bezdomnych psów. Jest to coś w
rodzaju hotelu. Każdy pies jest tam trenowany, odpowiednio karmiony i kąpany,
kiedy trzeba, a więc mają tam po prostu jak w raju i nie są trzymane w ciasnych
klatkach z jedynie miską wody. Niektórzy ludzie, których na to stać zostawiają
u nich swoich pupili, aby zaopiekowali się nimi, kiedy właścicieli nie będzie.
Aburame
mają sklep zoologiczny i żywe muzeum robaków, do którego mamy darmowy wstęp
jako przyjaciele Shino, ale jakoś nie możemy się tam wybrać. Mimo takiego
ohydztwa ludzie spoza miasta zjeżdżają się do nich żeby tylko zobaczyć małe
insekty i inne okropności.
Nara
razem z klanem Jugo ze względu na bogatych przodków, wzięli pod ochronę lasy
otaczające nasze miasto i stworzyli z nich rezerwaty dla zwierząt.
Matka
Karin jest aktorką, a ojciec menagerem jakiegoś zespołu. Nie wiem, jakiego, gdy
zapytać o to Karin to zaraz milknie i nie chce nic mówić. W ogóle nic, co w jej
przypadku jest dziwne, bo zawsze musi się w coś wtrącić.
Suigetsu
ma coś wspólnego z… No może nie on, ale jakiś tam jego kuzyn podobno był w
Jakuzie, ale białowłosy, za bardzo się tym chwali, więc nikt w to prawdę mówiąc
nie wierzy. Ale jak widomo, jego klan wzbogacił się przed laty i teraz mają zapewniony
dostatek na przyszłe sto lat. W jaki sposób się wzbogacili? Nie mam pojęcia.
Akimichi
prowadzą najlepszy bar Barbeq jaki kiedykolwiek odwiedziłam i w zasadzie zwykle
tam się spotykamy w wolne dni, bo cena za posiłek jest zmniejszona nie tylko
dla dużej gruby, ale także dlatego, że Chouza-sama nas uwielbia, więc jest
jeszcze taniej.
Rodzina
Saia, Umy i Onriego porozjeżdżała się po świecie i na szczęście pozwoliły im
zostać w naszym Shimizu, bo tak właśnie nazywa się miasto w którym mieszkamy.
Położone jest na południowy zachód od Tokyo i leży jakieś dziewięćset tysięcy
kilometrów od niego.
Jak
już prędzej wspomniano ojciec Gaary prowadzi hotel, który został zbudowany po
śmierci matki Gaary, czyli siedemnaście lat temu. Chłopak urodził się jako
wcześniak, a jego matka zmarła zaraz po tym jak się urodził. Zielonooki, jako
jedyny z nas nie znał swojej matki.
Ja
swoją znałam tylko kilka lat i w zasadzie to jej nie pamiętam, ojca też nie. Coż,
co tu dużo mówić? Moi rodzice zginęli w zamachu, kiedy miałam niecałe sześć lat
i od tamtej pory mieszkam z Sasuke, Itachim i ich rodzicami, których wiecznie
nie ma w domu. Są między nami zgrzyty, ale poziom śmiechu i tak je przewyższa.
– Hotel
Sunagakure wita – powiedziała młoda Japonka w recepcji, kiedy całą
siedemnastką podeszliśmy do niej. – Apartament został już przygotowany,
Gaara-sama.
Podała mu kartę z numerem pokoju.
Wszyscy wytrzeszczyliśmy na nią oczy.
Apartament!? W najlepszym Hotelu w mieście? I to za darmo
na kilka godzin!
Jestem w raju.
– Pokój 1703, znajduje się na 68 piętrze. Na końcu
korytarz, po lewej stronie wind.
Gaara trochę zmieszany zaprowadził nas do wind. Były tak
ogromne, że zmieściłyby się w nich dziesięć osób, ale my podzieliliśmy się na
pół i czekaliśmy na obie windy. A więc jedną jechałam ja, Sasuke, Naruto, Kiba,
Shino, Shikamaru, Choji i Onri, a drugą pozostali, w tym Gaara.
Winda Gaary i reszty przyjechała pierwsza.
– Do zobaczenia na sześćdziesiątym ósmym piętrze –
powiedział, kiedy znikali w windzie.
Nasz przyjechała kilka minut, po odjechaniu tamtej. W
niej było dwóch mężczyzny ubranych w czarne garnitury, a za nimi stał facet o
dość znajomej twarzy, ale gorąco jakie na mnie wpłynęło jeszcze w szkole i w
metrze nie pozwalało mi trzeźwo myśleć, mimo że znajdowaliśmy się już w budynku
z klimatyzacją.
Dopiero kiedy mężczyzna stojący za tymi w garniakach
spojrzał na mój brzuch i się uśmiechnął, zdałam sobie sprawę z tego, że moja
koszula wciąż jest zawiązana pod biustem.
Szybko ją rozwiązałam i zapięłam dolne guziki.
– Znam skądś tego gościa – powiedział Naruto, kiedy
weszliśmy do już pustej windy.
– To był Masashi Kishimoto, głupku – powiedział Sasuke i
palnął blondyna po głowie.
– Serio!? – wrzasnął i chciał wybiec z windy, ale drzwi
już się zamknęły. – A wziąłbym autograf.
Ktoś nacisnął guzik z numerem piętra, ale gdy już
minęliśmy siedemdziesiąte piętro, które wskazał zegar nad drzwiami, dopiero
zauważyłam, że jesteśmy już za wysoko.
– Cholera! – zawołałam. – Który wciskał guzik?
–zapytałam.
– Co się stało? – zapytał Shikamaru, który stał najbliżej
mnie.
– No ja, a co? – zapytał Kiba.
– Mieliśmy jechać na sześćdziesiąte ósme, a nie
siedemdziesiąte ósme piętro – powiedziałam, kiedy mijaliśmy już siedemdziesiąte
piętro.
– Yuki ma racje – powiedział Shino. – Wiedziałem.
– To czemuś się nie odzywał – burknęłam.
On tylko poprawił swoje okulary.
Przeszłam do przodu i nacisnęłam odpowiedni guzik.
Na nasze szczęście nikt na górze nie wołał windy i kiedy
dojechaliśmy na siedemdziesiąte ósme piętro, mogliśmy spokojnie zjechać na
odpowiednie. Gdzieś w połowie winda się zatrzymała i przed nami stanęła jakaś
parka starszych pań. Obie zmierzyły mnie spojrzeniem i zaczęły mówić do siebie,
ale nie weszły do windy.
– Ach te dzisiejsze dziewczęta – mówiła jedna.
– Jeden już im nie wystarczy. Teraz trzeba siedmiu.
Szyba jest w liczeniu, nie ma co.
Cała spłonęłam rumieńcem.
Na szczęście drzwi już się zamknęły i znów ruszyliśmy w
dół.
– Yuki od dziś masz siedmiu chłopaków – stwierdził Sasuke
zarzucając rękę na moje ramiona i przyciągając mnie do siebie.
– Ale to ja będę tym najważniejszym! – zawołał Naruto i
objął mnie w talii.
Wyszło tak, że opierała się plecami o tors Sasuke, który
obejmował moje ramiona i stałam niebezpiecznie blisko Naruto, który objął mnie
w talii, a ja żeby się nie wywrócić podniosłam jedną nogą i oplotłam nią nogę
Naruto. Kiba też się na mnie rzucił i złapał moją rękę, po czym przyłożył moją
dłoń do swojego serca. Po chwili wszyscy w żartach zaczęli się o mnie kłócić.
– Co wy robicie!? – pisnęłam, próbując wydostać się z ich
uścisków, ale to było na nic. Bo co nieduża dziewczyna może zrobić, kiedy
napastuje ją trzech durnych siedemnastolatków.
Moja twarz była czerwona jak burak, mogłam to zobaczyć w
błyszczących srebrnych drzwiach windy, które właśnie się rozsunęły, a za nimi
na korytarzu stali pozostali z naszej klasy.
Przyznam, że musiał to być dla nich wielki szok.
Wbiłam Sasuke łokieć w żebra, odepchnęłam Kibę ręką, za
którą mnie trzymał i z kolanka nogi którą jeszcze chwilę temu trzymałam się
Naruto, kopnęłam blondyna w krocze i wypadłam z windy wpadając na Gaarę.
Wyprostowałam się i odsunęłam od czerwonowłosego.
– Jeszcze raz mnie któryś tknie – warknęłam wskazując na
nich palcem. – A zabiję.
Idąc do ostatnich drzwi na piętrze dłonie miałam
zaciśnięte w pięści i nie odzywałam się mimo, że ci którzy mnie właśnie
molestowali wołali moje imię. Byłam na nich cholernie wkurzona i mimo, że
mieliśmy gadać o tym durnym festiwalu to nie miałam zamiaru się do tamtej
trójki odzywać. Na Kibę będę się gniewała najkrócej, a do Sasuke nie mam zamiaru
się odzywać jak najdłużej się da.
Gaara otworzył zamek kartą i wpuścił nas do środka.
Od drzwi rozchodził się widok na jasno oświetlony pokój.
Był utrzymany w kolorach złota i seledynu. Przed nami znajdował się ogromny
salon z dużymi oknami i drzwiami na balkon, zakryte przeźroczystymi lekkimi
złotymi firankami, które powiewały na wietrze, którego tuż przy ziemi nie było
nawet odrobinkę czuć. Po prawej były szerokie drzwi do jadalni z dużym owalnym
stołem, wokół którego stało osiem krzeseł. Obok drzwi do jadalni, ale na
ścianie gdzie były drzwi do apartamentu były dwuskrzydłowe drzwi, za którymi
kryła się biała sypialnia z ogromną łazienką. Po lewej od drzwi wejściowych
znajdowały się rozsuwane drzwi za którymi kryła się kremowa sypiania z
podwójnym łożem i z jeszcze większą łazienką, niż w białej sypialni.
– Dziewczyny, możecie się odświeżyć w łazience na lewo –
powiedział Gaara, kiedy wszyscy oniemiali wchodziliśmy głębiej do salonu. – Tam
są szlafroki i ręczniki. Jeśli chcecie to możecie dać swoje mundurki, poproszę,
żeby je wyprano.
Przez ten widok cały gniew ze mnie uleciał.
Bez słowa, razem z Hinatą, Sakurą, Ino, Umą i Karin
poszłyśmy do tamtej łazienki, napuściłyśmy wody do ogromnej wanny i zrobiłyśmy
sobie coś ala gorące źródła.
Po kilkunastu minutach po zdjęciu przepoconych ubrań,
przyszła pokojówka i zabrała je.
Kąpiel zajęła nam około godziny, ale nasze ubrania wciąż
nie wracały, więc do salonu wróciłyśmy w szlafrokach. Były puchowe, mięciutkie
i w kolorze piasku, tak jak cały Chotel.
Ja dzięki mojemu niskiemu wzrostowi miałam zakryte jak
najwięcej. Hinata ledwo zmieściła się swoim biustem w szlafrok, co przyznam
było zabawne, kiedy chłopaki na nią patrzeli, ale nie bądźmy wredni. Na
szczęście z tych właśnie chłopaków są tacy debile, że nie zauważyli, że żadna z
nas nie ma bielizny, albo tacy gentlemani, że postanowili tego nie komentować.
– Gdzie się lampisz, Suigetsu!? – warknęła Karin i
walnęła go w głowę.
– Na ciebie, kochanie – powiedział, zbierając się z
podłogi.
– Yuki, najpierw taka akcja w windzie, później foch, a
teraz w samym szlafroczku? – udał zdziwienie Sasuke, rozpierając się wygodnie
na poduszkach kanapy. – Gdyby się o tym rodzice dowiedzieli…
– Ale nie dowiedzą, prawda? – zapytałam słodkim głosikiem
i użyłam uśmiechu księżniczki.
Nigdy tego nie robiłam przy chłopakach z paczki, więc
teraz patrzyli na mnie oniemiali.
Znów oblałam się rumieńcem.
Usiadłam na kanapie obok Sasuke, ale po chwili i tak
został z niej zrzucony, bo pozostałe dziewczyny usiadły obok mnie. Chłopacy
usiedli na podłodze wokół stołu przodem do nas
– Macie jakieś pomysły co do tych Bajek i Baśni? –
zapytał Choji sięgając po miskę z chipsami, która stała z innymi przygotowanymi
dla nas przekąskami na stole w salonie.
Wszyscy milczeliśmy próbując coś wymyślić, ale to było na
nic.
– To bez sensu – stwierdził Suigetsu. – I tak nic nie
wymyślimy.
– Może przyniosę jakieś gry? – zapytał Gaara.
– No przecież nie będziemy siedzieli tak i się obżerali
słodyczami – powiedział Shikamaru.
– Czemu nie? – zapytał Choji i odstawił na stół już pustą
miskę po chipsach, po czym sięgnął po drugą.
Wszyscy zaczęliśmy się śmiać.
– Przynieś Gaara-sama – powiedział Kiba.
– Jak mnie nazwałeś? – zapytał czerwonowłosy, zamierając
w półprzysiadzie, kiedy wstawał.
– Gaa-ra-sa-ma – przeliterowała Ino. – Fajnie to brzmi.
Znowu wybuchnęliśmy śmiechem.
– I przynieś Pocky! – zawołał Choji.
– Pod stołem są – odkrzyknął tamten i wyszedł na
korytarz.
– P-po co Pocky? – zapytała jąkając się Uma.
– A po co są Pocky? – zapytał ironicznie Choji i wyciągnął
spod stołu jedno pudełko. – Żeby je jeść – powiedział i zaczął częstować
paluszkami w mlecznej czekoladzie.
– Uma chyba myślała, że będziemy grać w buziaki –
powiedziałam i mrugnęłam do niej, wychylając się, żeby mnie zobaczyła przez Ino
i Hinate, które siedziały między nami.
– Ja… Wcale nie! – ofuknęła się i zerwała na równe nogi.
– Hobbicie, bo cię walnę!
A co Hobbita to
wszyscy mnie tak nazywają z powodu mojego jak na Azjatkę i tak niskiego
wzrostu. A Naruto chciał być wyjątkowy i jako jedyny mówi na mnie Niziołku. Się
im wszystkim w głowach poprzewracało, kiedy obejrzeliśmy całą paczką Władcę
Pierścieni. Swego czasu byłam też nazywana Frodo.
– Ale o co ci chodzi? Przecież wszyscy o tym wiedzą,
panno PeEsPe. – Kiedy pokazałam jej język to się na mnie rzuciła, ale w porę
uciekłam za oparcie kanapy. Na moje szczęście Sasuke złapał Umę w pasie, zanim
za mną pobiegła.
Jeśli chodzi o bycie wrednym to Umy nawet Karin nie
pokona. Czasami w jej miłości do pewnego osobnika z naszej paczki, myślę że
potrafiłaby pobić, albo nawet zabić.
– Zabiję! – wrzeszczała ciągle, wyrywając się Sasuke,
więc inni musieli mu pomóc, żeby naprawdę mnie nie zaatakowała.
– Przecież nie powiedziałam o kogo chodzi – zawołałam,
kiedy drzwi za mną otworzyły się.
Wszedł Gaara. Kiedy odwróciłam się znów w stronę
pozostałych, Uma stała już całkiem spokojna jakby nigdy nic i uśmiechała się, a
chłopcy patrzyli na nią zszokowani, ale już jej nie trzymali.
Jak dobrze, że mam Sasuke, który zawsze pomoże mi w
niebezpieczeństwie. Chociaż i tak nie mam zamiaru się do niego odzywać za to
zajście w windzie. A mogłam jechać z Gaarą i pozostałymi.
– Mam Star Wors, Piotrusia Pana i Got To Dane z ponad
setką piosenek – powiedział Gaara pokazując pudełka z grami na Kinekta. – Tylko
to znalazłem.
– Star Wors! – wrzasnęłam i wyrwałam mu to pudełko z
ręki, zanim ktokolwiek zdołał wybrać Got To Dance. Podbiegłam do plazmy
stojącej naprzeciw kanapy, między oknami.
– A co do Pocky, to może zagramy? – zapytał Gaara
pokazując kartki, które ze sobą przyniósł.
Ja i wszyscy chłopacy spojrzeliśmy na niego z
niedowierzaniem, a pozostałe dziewczyny, które do tej pory patrzyły na
zielonookiego teraz spojrzały na chłopaków. Sakura na Sasuke, Hinata na Naruto,
ale później na Kibę, Ino na Saia, Karin na Sasuke, a Uma wciąż patrzyła na
Gaarę. W zasadzie tylko Jugo i Shino się nie przejęli i zaczęli włączać grę.
Tak więc cały wieczór zszedł nam na graniu na Kinekcie w
Star Wors. Nikt nie miał żadnego pomysłu jak możemy przedstawić Bajki i Baśnie.
W zasadzie nawet nie wiedzieliśmy na czym polega ten Festiwal, bo gdy byliśmy w
pierwszej klasie to go odwołano z powodu burz, które nie mijały, przez długi
czas, a kiedy już się skończyło było za zimno, żeby wyjść na dwór.
W drugiej klasie w zasadzie podpiłowywaliśmy nogi w
różnych krzesłach służących za rekwizyty i psociliśmy psując dekoracje innych
klas, przez co nie mogliśmy zobaczyć samego Festiwalu.
W tym roku chciałaby, aby znalazł się ktoś, kto ujarzmi
to stado łobuzów, bo inaczej nici z Jesiennego Festiwalu Sztuki.
W zasadzie kiedy już dochodziła dwudziesta i po Hinate
przyjechał jej opiekun, dopiero odzyskałyśmy mundurki. Czyściutkie, świeżo
pachnące i nawet wyprasowane.
Około godziny dwudziestej drugiej przyjechał po nas
Itachi, który zapewne zabrał samochód Fugaku. Przyznam, że boję się jeździć ze
starszym z moich kuzynów, bo dopiero niedawno zdał na prawko. Wcześniej rodzice
mu nie pozwalali.
– Jak było? – zapytał Itachi, Kidy spotkaliśmy się z nim
w lobby.
– Nuuuudno – jęknęłam i zawiesiłam mu swoją torbę na
ramieniu.
– Na razie Uchichy! – zawołała za nami Ino.
– Pa – powiedziałam i pomachałam do tych, którzy jeszcze
zostali w hotelu.
– W pięciogwiazdkowym hotelu? – zdziwił się. – A
mieliście apartament? – zapytał podekscytowany, kiedy wyszliśmy na zewnątrz.
Mimo, że było już ciemno i nie było widać słońca, to
gorąco jakie czuć było za dnia, nie ustąpiło chłodnej nocy.
– Hej! – zawołał ktoś za nami.
– Naruto – powiedziałam.
– Mogę się zabrać z wami Itachi? – zapytał.
– Zmieścisz się? – zapytał Łasica.
Spojrzałam na Itachiego z niedowierzaniem, ale po chwili
prychnęłam i odepchnęłam go od tamtej dwójki, prowadząc do samochodu stojącego
przed wejściem.
– Co robisz? – zapytał, a jego ciało nagle zaczęło mi
ciążyć. Po chwili dosłownie leżał na moich barkach i patrzył na Sasuke i Naruto
śmiejąc się.
– Złaź ze mnie głupku, bo zabiorę auto i ciebie też tu
zostawię – prychnęłam.
Wyprostował się.
Uff, co za ulga.
– Ciężki jesteś.
– Co ma znaczyć ‘też’? – zapytał i wskazał na Naruto i
Sasuke, którzy już do nas podeszli. – Oni z nami nie jadą?
Zmierzyłam ich pogardliwym spojrzeniem.
– Nie – prychnęłam. – Zboki nie mogą ze mną jeździć.
Pokazałam im język i odwróciłam się do nich tyłem
zakładając ręce na piersi.
– O co jej chodzi? – zdziwił się Itachi. – Nie lubię nie
być w temacie.
– No bo Yuki ma od dziś siedmiu chłopaków. Według jakiś
babć jeden jej nie wystarcza – wytłumaczył mu Sasuke.
– Yuki, co oni bredzą?
– Nawet do ciebie się dobiera – prychnął Sasuke i zaśmiał
się.
Podeszłam do niego, kiedy spoglądał na Naruto, który stał
trochę dalej. A gdy odwrócił głowę znów do mnie to uderzyłam go w policzek z
otwartej dłoni.
– Bronisz mnie przed innymi, ale przed sobą nie potrafisz
– powiedziałam i zaczęłam płakać.
Na szczęście Itachi otworzył mi drzwi i mogłam się
zamknąć w samochodzie. Jak zwykle jeżdżąc z Itachim siedziałam z przodu.
Naruto usiadł za mną, a Sasuke po prawej za Itachim.
Przez całą drogę nikt z nas się nie odezwał. Nawet, kiedy
Naruto wychodził przed swoim domem to nie pożegnałam się z nim.
Gdy dojechaliśmy do domu, był pogrążony w ciemnościach.
Mikoto i Fugaku pewnie byli jeszcze w pracy. Nie zważając na ciemności
pobiegłam przez hol i salon na górę i zamknęłam się u siebie w pokoju, żeby w
spokoju móc myślami torturować Laleczkę Woodu z twarzą Sasuke.
~ Yuki
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz