sobota, 15 lutego 2014

Rozdział 1.

Muszę ogłosić pewną smutną (przynajmniej dla mnie) wiadomość.
Maka Paka nie będzie prowadzić ze mną tego opo, ale zdążyła napisać kilka notek i właśnie możecie podziwiać pierwszą z nich. Wszystkie notki będę dodawać ja Teny Crow i podpiszę te, które napisała Maka. Jak widać nic jej nie zmotywowało do dodania notki :'(.
Co ja się tu będę rozpisywać? Liczę na spore grono czytelników ;)


Świdrujący uszy dźwięk rozniósł się po całym pokoju, brutalnie wyciągając mnie z krainy marzeń i snów. Zerwałam się z łóżka niczym oparzona i nieprzytomnym wzrokiem zmierzyłam cały pokój w poszukiwaniu budzika, którego oczywiście nie znalazłam. Krokiem męczennika ruszyłam w stronę regału, na którego jednej z półek leżała moja komórka. Lecz dźwięk nie wydobywał się z niej, gdyż wczorajszej nocy ją wyciszyłam, by uchronić się przed natarczywymi telefonami od mojej przyjaciółki. Chociaż nie jestem pewna czy mogę się nazywać jej przyjaciółką, skoro za kilka godzin mam opuścić ją i już nigdy nie nawiązać z nią żadnego kontaktu.
Już miałam się zabierać za demolkę mojego pokoju, gdy wkurzający dźwięk ucichł.
Odetchnęłam z ulgą delektując się wszechobecną ciszą, którą szybko zastąpił łomot w drzwi.
Zdziwiona faktem, że któryś z domowników może już nie spać o tak wczesnej godzinie, podbiegłam szybko do drzwi, omal nie potykając się o dywan. Położyłam rękę na klamce, i nabierając odświeżającego oddechu w płuca nacisnęłam ją. Z uśmiechem na ustach otworzyłam drzwi, ale mina mi zrzedła gdy zobaczyłam kto za nimi stoi.
– Co… Co ty tu robisz? – spytałam się matki, która nie zwracając uwagi na moje pytanie, wpadła z furią w głąb mojego pokoju i niczym wariat wzięła do rąk pustą walizkę stojącą przy moim łóżku i podniosła ją.
– Czemu się jeszcze nie spakowałaś! – krzyknęła, po czym omiotła mnie wzorkiem. I czemu się jeszcze nie ubrałaś?! Czy ty dziecko wiesz która jest godzina?!
Skrępowana, skuliłam się lekko i rękami próbowałam zakryć roznegliżowane ciało. Mimo że mama widziała mnie już tak ubraną, to i tak czułam się niezręcznie gdy patrzy na mnie jak jestem tylko w bieliźnie. Cóż, mogłam się przyzwyczaić, w końcu cały czas śpię tylko w staniku i majtkach.
– Będziesz tak dalej stała i podziwiała, czy może już wyjdziesz? powiedziałam w jej stronę, po czym podeszłam do szafy, starając się jak najbardziej zakrywać swoje ciało. W chwili w której otworzyłam drzwiczki, cała zawartość mebla wylądowała przy moich stopach. Mama pokręciła głową i postawiła przy mnie walizki. 
– Ubierz się, a potem spakuj ciuchy. – Wyszła z pokoju, lecz po chwili znów pojawiła się w drzwiach. – Za pięć godzin musimy być już w drodze.
– Wiem mamo.
Usłyszałam jak zamyka za sobą drzwi. Odetchnęłam z ulgą, po czym usiadłam na podłodze i zaczęłam składać ubrania. Nie zajęło mi to zbyt wiele czasu, liczba moich ciuchów nie była zbyt imponująca. Zawsze to było łatwiej przy kolejnych przeprowadzkach.
Ta będzie już szósta w tym roku, a jest dopiero koniec maja.
Włożyłam poskładane już ciuchy do torby i wyszłam z pokoju kierując się w stronę łazienki. Jak najszybciej mogłam, dopadłam do drzwi i weszłam do środka, zatrzaskując je za sobą. Podeszłam do lustra, pod którym znajdowała się szafka z moimi kosmetykami. Posegregowałam je na zdatne i niezdatne już do użycia. Te które jeszcze używałam schowałam do kosmetyczki tamte drugie zostawiłam tam gdzie stały. Trzeba pozostawić po sobie jakąś pamiątkę lokatorom.
– Hana! – usłyszałam głos matki, dobiegający z parteru. – Jak się pośpieszysz to jeszcze zdążysz zjeść coś w domu! Ja nie mam zamiaru zatrzymywać się po drodze, bo ty mi nagle zgłodniejesz!
Uśmiechnęłam się.
– I tak się będziesz zatrzymywać! – odkrzyknęłam. Chwyciłam leżące na pralce ciuchy i ubrałam je. A co mi tam, nie chce mi się ubierać świeżych ciuchów.
Po dziesięciu minutach wyszłam z łazienki i zbiegłam po schodach na dół, po czym wbiegłam jak burza do kuchni, wyrywając mamie talerz z kanapkami z rąk. 
– Usiadła byś chociaż – powiedziała, widząc jak jem biegając w kółko, szukając resztek swoich rzeczy. – Mamy przecież jeszcze trochę czasu.
– Sama kazałaś mi się śpieszyć powiedziałam z wyrzutem, kładąc pusty już talerz na stole.
– Nie aż tak. – Kobieta usiadła, nakazując usiąść obok niej. Tak też zrobiłam. Musimy porozmawiać.
Spojrzałam na nią, nie wiedząc o co jej chodzi.
– Tak nagle zachciało ci się rozmawiać? Akurat teraz? Przecież będziemy miały przed sobą aż pięć godzin podróży samochodem, nie sądzisz że wtedy…
– Chcę się dowiedzieć czy nie masz mi za złe – przerwała mi w połowie.
– Za złe czego?
– Tej przeprowadzki. – Opuściła głowę, jakby myślała że jestem na nią zła. Jeny, ta kobieta ma straszne wahania nastroju. W jednej chwili chce cię zabić za niespakowane walizki, a w drugiej przeprasza się z błahych powodów.
Uśmiechnęłam się w jej stronę, ukazując rzędy białych zębów.
– Nie mam ci za złe. – Podniosłam się z krzesła i podeszłam do zlewu z zamiarem umycia talerza. – Przyzwyczaiłam się do tego.
Usłyszałam jak wstała.
– Mimo wszystko cię przepraszam. – Poczułam jak obejmuje mnie od tyłu. – Obiecuję że tym razem będzie inaczej.
– Zawsze tak mówisz – powiedziałam cicho, z nadzieją że nie usłyszała. Lecz jej ręce zaciskające się mocniej na moim brzuchu, udowodniły że jednak powiedziałam to zbyt głośno.
– Wiem – mruknęła, po czym puściła mnie. – Ale tym razem naprawdę będzie inaczej.
Wyszła z kuchni i usłyszałam jak wchodzi po schodach na górę.
Miałam straszny mętlik w głowie. Z jednej stronie chciałam jej wierzyć, chciałam wierzyć że tym razem będzie inaczej. Ale z drugiej strony już tyle razy się zawiodłam na niej, że ciężko mi uwierzyć że jej słowa były szczere. 
Trzy godziny później pakowałam już walizki do bagażnika. Spojrzałam po raz ostatni na dom w którym spędziłam dwa miesiące swojego życia. Spojrzałam na okno od mojego byłego pokoju.
Zawsze trzymałam zasłony zasłonięte, tym razem jednak były odsłonięte. Oznaczało to koniec, chociaż nie… Raczej początek nowego rozdziału w moim życiu. 
Mama stała przy drzwiach od domu, żegnając się z właścicielami. Nie żebym pałała do nich jakąś wielką miłością, ale w głębi duszy czułam że będę za nimi tęsknić. Tak się na nich zapatrzyłam, że nie zauważyłam jak podchodzi do mnie córka właścicieli, Sayuri. Położyła mi rękę na ramieniu, wyrywając mnie z zamyślenia. 
– Przyniosłam Yuki – powiedziała podając mi klatkę, w której znajdował się mój kot.
Uśmiechnęłam się i odebrałam ją z rąk dziewczynki, która pozbywszy się ciężaru, pobiegła do rodziców.
– Nawet się nie pożegnała. – Spojrzałam na kota, który przewiercał mnie swoim głębokim błękitnym spojrzeniem. – No nie patrz się tak na mnie, nie moja wina że znów wyjeżdżamy. – Otworzyłam tylnie drzwi od samochodu i weszłam do środka. – Czeka nas teraz długa podróż, mój drogi.  – Kot prychnął, tak jakby dając mi do zrozumienia, że w cale nie podoba mu się ten pomysł. – Mi też się to nie uśmiecha, ale nie mam nic do gadania. – Odstawiłam klatkę na siedzenie obok, po czym wyciągnąłem z kieszeni komórkę i słuchawki. – Nie obrazisz się jak całą drogę nie będę zwracać na ciebie uwagi? – Spojrzałam na kota, wkładając do uszu słuchawki. I tak nie masz wyboru – powiedziałam i oparłam głowę o oparcie. Zamknęłam oczy, wsłuchując się w słowa piosenki lecącej w telefonie. – Ja też nie mam – powiedziałam, po czym powoli zaczęłam odpływać w krainę snów.

Nie wiem jak długo spałam, lecz gdy się obudziłam na dworze zaczęło już robić się ciemno.
– Która godzina – spytałam podciągając się na fotelu i wyciągając słuchawki z uszu. Mama spojrzała na zegarek, po czym się uśmiechnęła.
– Dochodzi siedemnasta – przeniosła wzrok na drogę – Zaraz powinnyśmy dojechać.
– Super – mruknęłam.
Odwróciłam głowę w stronę okna i zaczęłam podziwiać zbyt bardzo rozmazany krajobraz.
– Nie jedziesz zbyt szybko? – zapytałam. Pochyliłam się nad fotelem matki, by spojrzeć na licznik, który właśnie przekraczał 140 km/h. Zwolniła trochę, ale dalej utrzymywała prędkość powyżej stu. – Aż tak się śpieszysz?
– Też byś się śpieszyła na moim miejscu – powiedziała z wyrzutem, zmieniając bieg. – W końcu po tylu latach zobaczę swojego młodszego braciszka.
– Młodszego? Wujek zawsze twierdził że to on jest starszy.
– Słuchaj się wujka to daleko zajdziesz. Uderzyła otwartą dłonią w środek kierownicy i od razu dało się słyszeć głośny odgłos klaksonu. Spojrzałam na nią, a ta wyłapując mój wzrok w odbiciu lusterka, westchnęła. – Idiota mi prawie drogę zajechał. – Kiwnęła głową na czarny samochód jadący przed nami. Od razu rzuciło mi się w oczy, że mimo tego że na zewnątrz robiło się już ciemno, kierowca nie włączył świateł. – Kto mu dał prawo jazdy! – Mama była w swoim żywiole. – Hana, spisuj rejestracje!
– Ty chyba sobie żartujesz – powiedziałam, śmiejąc się pod nosem , lecz napotykając jej wzrok uspokoiłam się. – Ty nie żartujesz.
Nastała między nami cisza, którą przerwał jej cichy śmiech.
– Oczywiście, że żartuje. – Włączyła kierunkowskaz i skręciła w boczną drogę. – Żałuj że nie widziałaś swojej miny.
– Ha ha ha. – Skrzyżowałam ręce na piersiach i odwróciłam głowę w stronę okna. – Bardzo śmieszne.
– Bardzo – odpowiedziała, a po chwili wskazywała mi coś za oknem. – Jeszcze 10 kilometrów.
Spojrzałam na znak stojący po drugiej stronie drogi i poczułam pewien niepokój. Za niecałe pół godziny moje życie może zmienić się o sto osiemdziesiąt stopni, ale czy ja jestem na to gotowa? Boję się że nie dam rady się przystosować. Tak jak w każdym poprzednim miejscu. Zawsze byłam tą nową. Odludkiem z czarnym makijażem, czarnymi ciuchami i odtwarzaczem MP3 wypełnionym po każdy bajt pamięci piosenkami metalowymi. W mojej poprzedniej szkole śmieli się ze mnie z powodu mojej odmienności. Gdy mnie widzieli, w szkole lub na mieście wołali: Strzeżcie się, kotożerca idzie!
Ze świata wspomnień wyrwał mnie głos mojej matki.
– Już jesteśmy. – Zatrzymała samochód, po czym z niego wysiadła.
– I my mamy tu teraz mieszkać? – zapytałam sama siebie, gdy zobaczyłam dom należący do mojego wujka. Muszę przyznać że mężczyzna zaczął budzić we mnie podziw.
– Jesteśmy za wcześnie. – Mama otworzyła bagażnik i zaczęła wyciągać walizki, ustawiając je kolejno na chodniku.
– Jest w pół do szóstej – powiedziałam, wychodząc z samochodu. Postawiłam klatkę Yuki’ego na ziemi, uprzednio go wyciągając. Kot zdezorientowany zaczął obracać główką we wszystkie strony, szukając jakiegoś znajomego punktu. Syknął cicho, wbijając pazurki w moją dłoń. – Yuki! Zachowuj się. – Spojrzałam na niego karcąco, podstawiając go sobie pod nos, by mieć na niego lepszy widok. – Przyzwyczaisz się – powiedziałam zarówno do niego jak do siebie samej.
Usłyszałam jak mama zamyka bagażnik.
– Musimy chwilę poczekać. – Wyciągnęła z kieszeni komórkę, wybrała numer i przyłożyła sobie urządzenie do ucha. Po chwili odezwała się – Cześć To-Chan!
Przewróciłam oczami.
– Jak to kto mówi! – zapytała zdezorientowana. – Twoja starsza siostra, idioto!
– No i się zaczyna – powiedziałam cicho i odeszłam na kilka metrów od samochodu.
– Rodzice cię okłamywali – zaśmiała się. – Nie chcieli byś popadł w depresje.
Westchnęłam. Każda rozmowa pomiędzy mamą a wujkiem tak wyglądała. Chryste, mają po trzydzieści kilka lat a zachowują się jak pięciolatki.
– Tak sobie wmawiaj… Taa… Nie prawda. Oj zamknij się.
Mama oparła się o samochód i ze złością wpatrywała się w budynek przed nami.
– Przejdź do sedna – powiedziałam, głaszcząc zdezorientowanego Yuki’ego po główce. Nie mam zamiaru dłużej stać na tym mrozie.
Kobieta spojrzała na mnie.
– Zostawmy to na później. Właśnie stoję pod twoim domem wraz z moją córką i … zanim dokończyła w jednym z pokoi zapaliło się światło, a okno otworzyło się i wychyliła się z niego głowa mojego wujka.
– Ko-chan! usłyszałam jego krzyk, a po chwili drzwi od mieszkania otworzyły i ze środka z prędkością światła wybiegła czerwona plama. Tak, plama. Tylko tyle zdążyłam zauważyć, zanim zniknęłam w uścisku tej owej ‘plamy’.
 – Minako! – krzyknęła, a ja czułam że zaraz stracę możliwość oddychania.
Usłyszałam ciche, wołające o pomoc miauczenie Yuki’ego.
– To ja… – poczułam że zaraz mogę przestać oddychać. – Hana.
Kobieta poluzowała uścisk, a ja zaczerpnęłam oddech pełen ulgi.
– Hana? – powtórzyła, patrząc na mnie z niedowierzaniem. Przyłożyła dłonie do mojej twarzy i zaczęła mnie pociągać za policzki. – Ależ ty wyrosłaś! – krzyknęła cofając się ode mnie o krok, by mi się lepiej przyjrzeć. – Teraz w końcu widać że jesteś dziewczyną. – Nadęłam policzki i lekko zaczerwieniona ze złości odwróciłam głowę w drugą stronę. – Oj nie burmusz się mi tu. – Kobieta uwiesiła się na moim ramieniu. – Przecież byłaś bardzo słodkim chłopczykiem jak byłaś mała – zaśmiała się, a ja na wspomnienie mojego wyglądu opuściłam głowę
 Cóż, chcąc czy nie chcąc muszę przyznać kobiecie rację. Gdy byłam dzieckiem moja płeć była największą zagadką znaną ludzkości. No, bynajmniej znaną naszej rodzinie. Nigdy nie lubiłam nosić sukienek ani spódniczek. Wszystkie różowe ciuchy chowałam po kątach, tylko aby mama ich nie mogła znaleźć. Zaraz kazała by mi je założyć. Włosy zawsze miałam ścięte na krótko, płacząc za każdym razem gdy odrastały mi na tyle, że można mi było robić z nimi cokolwiek. Nigdy też nie bawiłam się z żadnymi dziewczynkami. Zawsze rozmawiały o nowych lalkach, albo chciały bawić się w dom. Nie pasowałam do nich z moją pasją do drewnianych mieczy i graniem w piłkę. Często też wdawałam się w bójki z chłopakami których poznawałam w ‘piaskownicy’ i to były jedyne momentu w których przypominałam sobie że jestem dziewczyną. Zawsze gdy jakiś chłopak mi naskakiwał to krzyczałam że nie może mi nic zrobić bo jestem dziewczyną, a dziewczyn nie można bić. Potem zawsze kopałam ich po kostkach, po czym uciekali z płaczem do matek.
– Chłopczyk dorósł i stał się dziewczynką – powiedziała moja mama podchodząc do nas.
Gdyby można by było zabijać wzrokiem właśnie leżała by martwa na środku chodnika.
– Bardzo śmieszne – wyswobodziłam się z uścisku Kushiny-san . Dopiero teraz mogłam jej się porządnie przyjrzeć. 
Kobieta nic a nic się nic się nie zmieniła od momentu w którym ją ostatni raz widziałam. Długie, a może nawet zbyt długie czerwone włosy były związane w wysokiego kucyka. Przy kącikach przyjaźnie patrzących zielonych oczu, pojawiły się ledwo widoczne zmarszczki, ukazujące to że Kushina nie jest już młodą osobą. Prawdopodobnie była nawet starsza o kilka lat od mojej mamy i wujka, ale nigdy się do tego nie przyznawała.
Gdy pytałam się o to wujka odpowiadał mi zawsze to samo, ’niektóre pytania należy pozostawić bez odpowiedzi, jeśli nie chce się oberwać patelnią’. Mimo wszystko, zmarszczki dodawały kobiecie uroku i sprawiały że przebywając z nią czuło się bijącą od nią matczyną troskę. Może dlatego , jak byłam mała lubiłam przebywać z nią.
Moja mama ma skórę gładką jak pupcia niemowlęcia mimo że ma już trzydzieści osiem lat. Mówi że ma dobre geny. Mimo że ją kocham to nie jest moim wyobrażeniem idealnej matki.
Zresztą kto by chciał żeby jego matkę brano za siostrę? Cóż, może i dla niektórych było by to fajnie, no bo wspólne zakupy, pożyczanie sobie ciuchów... Same superlatywy. Mimo wszystko ja bym wolała żeby mama była mamą, a nie siostrą. Przyjaciółką, ale nie kumpelą. Żeby wysłuchała mnie, kiedy mam ochotę się wyżalić, a nie gadać ze mną o chłopakach albo ciuchach. Żeby po prostu była mamą.
Spojrzałam na nią. Rozmawiała właśnie z Minato.
Nie wiem czy to przez te wszystkie przeprowadzki czy przez mój ogólny byt, ale mama zawsze starała się być dla mnie bardziej kumpelą. Nie żebym narzekała, bo na ogół było fajnie. Ale…
Chodziłam do tak wielu szkół, spotkałam tak wielu ludzi… Widziałam jakie relacje między nimi panują. Między rodzicami a ich dziećmi.
Nieraz siedząc w łazience słyszałam jak dziewczyny żalą się że ‘starzy’ nie pozwalają im wyjść na imprezę, albo nie chcą im kupić nowego ciuchu. „ Nawet nie wiecie ile bym oddała by moja matka się ode mnie odczepiła ‘’powiedziała raz jedna z takowych dziewczyn.
Pamiętam że siedziałam wtedy zamknięta w kabinie w toalecie i słuchałam muzyki. Pamiętam nawet jaka piosenka leciała w tamtym momencie.
Dziewczyny które właśnie się sobie wyżalały z jakże ich ciężkiego życia, były znane w całej szkole, a może i nawet w całym mieście z puszczalstwa i kłopotów z policją. Głównie była to zasługa alkoholu, ale czasem również i narkotyków. „ Czasem wolałabym żeby czym prędzej kopnęła w kalendarz i dała mi wreszcie spokój”. Ku ironii losu kilka dni później jej życzenie zostało wysłuchane. Nie wiem kto był słuchaczem, ale ktoś musiał słuchać . Jej matka zginęła w wypadku samochodowym spowodowanego przez pijanego kierowcę. Zmarła na miejscu.
Dwa dni później poszłam wraz z moją mamą na pogrzeb, jako iż to była jej znajoma z pracy. Dziesiątki ludzi ubranych na czarno zebrało się wokół trumny, aczkolwiek nigdzie nie widziałam twarzy dziewczyny.
Widziałam jej ojca, z czerwonymi oczami zmęczonymi od płaczu, stojącego koło trumny. Widziałam jej młodszego braciszka, na oko sześcioletniego, nierozumiejącego co się dzieje. Trzymał tatę za nogawkę spodni, ciągnąc za nią, domagając się odpowiedzi na pytanie, które zapewne zakrzątało mu główkę od początku zebrania. „Dlaczego mamusia tam leży?” „Dlaczego nie pójdziemy razem do domu?” „Dlaczego płaczesz?”
I jak tu odpowiedzieć dziecku na takie pytania?
Ojciec kręcił, tylko bezsilnie głową, starając powstrzymywać napływające do oczu łzy. 
Poczułam wtedy że moje oczy zaczęły mnie piec. Ale nie płakałam … Nie płakałam, aż do momentu w którym chłopiec podszedł do otwartej trumny, stanął na palcach i chwycił matkę za rękę. „Mamusiu nie śpij” powiedział wtedy „ Chodźmy do domu, jest zimno, a leżąc tu przeziębisz się i kto mnie wtedy będzie całował na dobranoc?”.
Płakałam wtedy jak małe dziecko. Poczułam jak mama ścisnęła mnie za rękę, a gdy spojrzałam w jej stronę, uśmiechnęła się krzepiąco.
Pół godziny później msza się skończyła i każdy ruszył w swoją stronę. Część została by złożyć kondolencje rodzinie. Przystanęłam i spojrzałam w ich stronę. Nie było wśród nich tej dziewczyny.
Następnego dnia poszłam do szkoły, a jej nie było. Tak samo jak kilka kolejnych następnych dni . Nikt nie wiedział co się z nią dzieję, nauczyciele kiwali bezradnie głowami gdy uczniowie pytali się o nią. Kilka dni później wszystko stało się jasne, gdy lokalna gazeta obwieściła że dziewczyna popełniła samobójstwo. Przedawkowała narkotyki… Znaleziono ją dwa dni po tym jak umarła, w opuszczonym domu na przedmieściach miasta. I to tylko dlatego że zanim odebrała sobie życie napisała do ojca list pożegnalny. Jego treść została opublikowana w gazecie, mimo zakazu ojca, który później założył im za to sprawę w sądzie. 
W liście dziewczyny przepraszała ojca za to że go zostawiła, oraz podała powód dla którego postanowiła się zabić. Gdy go usłyszałam to zaczęłam się śmiać, mimo tragiczności tej sprawy. Dziewczyna która pragnęła śmierci swojej matki, zabiła się bo jej życzenie zostało wysłuchane. Taki czarny humor…
Cholera… Odeszłam od głównego wątku mojej sprawy. 
Ja chciałabym żeby moja mama była takie jak pozostałe. Dawała mi szlabany, kłóciła się ze mną jak wychodzę z domu bez pytania.
Ale mimo wszystko cieszę się że ją mam. No bo na ojca nie ma co liczyć.
– Hana – moje imię, wypowiedziane głębokim męskim głosem wyrwało mnie z zamyślenia.
Podniosłam głowę i od razu napotkałam wesołe niebieskie tęczówki Minato-samy. Mężczyzna uśmiechał się do mnie, jeżdżąc po mnie wzrokiem od góry do dołu.
– Jeny – powiedział, drapiąc się po brodzie – Ty naprawdę jesteś dziewczyną.
Westchnęłam, kręcąc z dezaprobatą głową.
– Przysięgam, że jeśli jeszcze ktoś powie coś w tym stylu, to zabije.
Cała trójka dorosłych zaczęła się śmiać, a ja stałam pomiędzy nimi patrząc na każdego z osobna moim morderczym wzrokiem numer dwa.


~ Hana